Polska pokazała, że jest narciarskim zaściankiem

W niedzielę na normalnej skoczni w Lahti odbędzie się konkurs mieszany o mistrzostwo świata. Wśród zgłoszonych są oczywiście takie potęgi jak Niemcy, Austria, Norwegia, Słowenia czy Japonia, ale też mniejsze ekipy, których reprezentanci w męskiej stawce stanowią tylko kolorowe tło. Razem do zawodów zgłosiło się czternaście największych reprezentacji świata. I mimo że od ostatniego alarmu na ten temat minęły dwa lata, znów w tym gronie zabraknie Polski.

- Nie macie trochę żalu, że nie ma w Lahti kobiet do wystawienia drużyny mieszanej? – spytał ktoś z dziennikarzy Kamila Stocha.
- Nie ma kobiet, nie ma żalu.

I faktycznie, 4. zawodnikowi ostatnich mistrzostw świata los żeńskich skoków może być obojętny, bo jeśli ten walczy o złoto indywidualnie, do drużyny 2+2 Stefan Horngacher być może wystawiłby rezerwowych Jana Ziobrę i Stefana Hulę. Razem z Anną Twardosz i mającą już na koncie punkty Pucharu Świata Kingą Rajdą (to 13. juniorka świata) na Salpausselce mogliby powalczyć o awans do drugiej serii, a co za tym idzie – dwuletnie stypendium ministerialne, o którym zawodnicy spoza elity mówią: niezbędne do życia. Te optymistyczne założenia to żadne mrzonki, bo ekipy Kazachstanu, Rumunii i Kanady są jak najbardziej do pokonania. Finlandii, Włoch i Czech – wydaje się, że też.

- Nie ma wiary w nasz sukces, dlatego siedzimy w domu. A jak widzimy na liście startowej, w Lahti skakała zawodniczka z Łotwy, która w Lotos Cup przelatywała maksymalnie 50 metrów – mówił w niedawnej rozmowie z portalem skijumping.pl trener Polek Sławomir Hankus. Jak dodał, na pytanie o nasz wyjazd na MŚ otrzymał tylko negatywną odpowiedź. – Że dla zawodniczek są to za wysokie progi.

Odpowiedź na mnożące się pytania jest w istocie bardzo prosta i przyszła w mojej prywatnej rozmowie z jednym z wysoko postawionych pracowników PZN. Dwa lata temu po Falun działacz przyznał: – Proszę tego nigdzie nie pisać, ale ja to za tymi skokami dziewczyn nie przepadam. To takie sztuczne i na siłę. Kobiety to powinny co innego robić, a nie na nartach skakać.

Skoki kobiet do programu mistrzostw świata FIS włączono w 2009 roku w Libercu i dla najważniejszych reprezentacji był to czas, gdy krajowe związki miały już z kim tam jechać. Później rozpoczęła się szkoleniowa ekspansja, zauważalna na przestrzeni gołym okiem. Miksty – czyli to, co odbędzie się dziś – wprowadzono do MŚ w 2013, rok później kobiety po raz pierwszy w historii dopuszczono do igrzysk. Czyli Polskiemu Związkowi Narciarskiemu przepadły już łącznie 7 okazji na medal. Po Lahti będzie 9.

Może jestem zbyt liberalny albo naiwny, ale dla mnie nie ma najmniejszej różnicy, jaką ten medal ma płeć. Przestańmy więc łudzić się, że niedługo skoki kobiet znikną i będzie po problemie, tylko zacznijmy myśleć perspektywicznie. Niemcy dzięki Carinie Vogt mają w dużych imprezach o trzy złote medale więcej. W Japonii skoki pań są nawet popularniejsze niż męskie. Powołanie kadry i rozdanie kurtek ze sponsorami kwalifikacji olimpijskiej nam nie załatwi. W sporcie, drodzy działacze, powiedzenie „z jakim przystajesz, takim się stajesz” obowiązuje tak samo.

„Jak każde inne zawody” to nie mydlenie oczu

Po kwalifikacjach do konkursu o mistrzostwo świata na normalnej skoczni w Lahti dziennikarze przy obecności zawodników próbowali analizować, jak ich wyniki oddziałują na innych skoczków; czy Polacy śledzą odległości i styl skoku największych rywali albo czy gdy wracają do domu, rozmawiają o tym, kogo można się w zawodach bać, a kogo nie. Ale im bardziej pytaliśmy o takie sprawy, tym mniej ciekawe padały odpowiedzi:

- Kraft daleko? Nie wiem, mogło mi umknąć.
- Ja nie walczę z nikim, nie myślę o podium. Wolę mieć w głowie, co powinienem zrobić, żeby było jak najlepiej. Później sprawdzę listę wyników.
- Nie analizowałem najgroźniejszych rywali, my sami dla siebie nimi jesteśmy. Jeśli zrobimy, co do nas należy, będzie dobrze.

Skoczkowie po prostu nie żyją tymi mistrzostwami, a co więcej – nie żyją skokami narciarskimi w takim wymiarze jak kibice. Brutalne, prawda? Prawdopodobnie tylko garstka naszej reprezentacji wie, jakie są i jak wylicza się kwoty startowe na Puchar Świata, tylko niektórzy analizują, która skocznia ma jaki profil i jaki jest na niej rekord. Atmosfery w Lahti nie odbierają w żaden szczególny sposób. Mieszkają 30 kilometrów od miasta, nie wychodzą wieczorami do kibiców, a zamiast tego siedzą w drewnianym domku, palą w kominku i grają w pokera. Trochę jak na kolonii, ale to głównie dlatego, że oni na te kolonie jeżdżą przez 150-200 dni w roku. Każdy by zwariował. Po zawodach w Willingen, czyli pierwszych po wiślańsko-zakopiańskiej serii pytań w stylu „jak na wasze skoki wpłynął duch Stanisława Marusarza” Kamil Stoch przyznał: – Wiem, że jestem nudny, ale musicie mi wybaczyć. Mi zależy tylko na tym, by dobrze skakać.

Próżno przed mistrzostwami świata szukać więc jakichkolwiek sensacji i redakcyjni wydawcy jak irytowali się, że kolejne tytuły tekstów są niemal takie same, tak do ostatnich lotów w Planicy dalej będą to robić. Skoczkowie wydają się w tym sezonie zaprogramowani na swoje cele, a skoro powiedzieli o nich raz, drugi i trzeci, to nic dziwnego, że powtarzanie tych słów co tydzień stało się przykrym obowiązkiem (da się od niego uciekać, Piotr Żyła na przykład przebiegł wczoraj przez mixed zone udając, że spieszy się do toalety lub – nie ma pewności – że nie zabrał rękawiczek). Inna sprawa, że hermetyczne skoki narciarskie, w których przeciętny Kowalski rozumie tylko, że trzeba najdalej i warto mieć wiatr pod narty,  są w Polsce prawdopodobnie najbardziej przegadaną dyscypliną. Drugie dno tego informacyjnego status quo trafnie opisał dziennikarz TVP Sebastian Parfjanowicz. – Im bardziej są nudni w wywiadach, tym lepiej skaczą.

Bądźcie więc dzisiaj nudni, panowie. Milczenie podobno jest złotem.

Hattrick bez szału Cariny Vogt

Na sześć wielkich imprez w historii żeńskich skoków Carina Vogt zdobyła połowę złotych medali. Od teraz ma więcej złota niż zwycięstw w Pucharze Świata.

Konkurs o mistrzostwo świata kobiet w skokach narciarskich miał w sobie wszystko. Była bitwa na odległości, były roszady po drugiej serii, rozczarowujące porażki i spektakularne awanse. Na normalnej Salpausselce w Lahti wygrała Niemka Carina Vogt. Teraz złapie byka za rogi – przed nią kilka godzin sławy.

To był tylko brąz

Po raz pierwszy od 2009 roku, gdy FIS powołała do życia kobiecą część skokowych mistrzostw świata, medalowy konkurs stworzył tak dobrą narrację. Po pierwszej serii realną szansę na sukces zachowały cztery zawodniczki, z czego jednej z nich – Japonce Sarze Takanashi – po raz czwarty w imprezie mistrzowskiej przyszło skakać z dodatkowym balastem na szyi, który jeszcze przed startem zawodów wieszali jej na szyi obserwatorzy. Podobnie jak w Val di Fiemme, Soczi i Falun, w których jako pierwsza dama latania na nartach indywidualnie zdobyła ledwie jeden medal, i tym razem ciężar odpowiedzialności ściągnął ją na zeskok za wcześnie. Continue reading Hattrick bez szału Cariny Vogt