Dorosło nam pokolenie, któremu 10 to za mało

Dla jednych impreza życia, dla drugich weekend rozczarowań – takie dla biało-czerwonych były mistrzostwa Europy poniżej 23 lat w Bydgoszczy. Polska lekkoatletyka kończy je z 10 medalami, ale doczekaliśmy się pokolenia, któremu 10 to za mało. I słusznie.

Złoty Konrad Bukowiecki nie obejrzał, jak koledzy z naszej młodzieżówki walczą o medale w dwóch ostatnich dniach ME w Bydgoszczy, bo tuż po swojej dekoracji wyleciał na start do Rabatu. Ale druga złota medalistka z piątku – Ewa Swoboda – została i w niedzielę prowadziła krótką sztafetę po medal. Najszybszej indywidualnie Polce zabrakło na ostatniej zmianie 0.14 s. Czwarte to za mało.

Zawiedzeni i wygrani

– Robiłam przed sezonem wszystko, żeby biegać szybciej. Byłam dokładniejsza, uważniejsza i zdrowa. Jestem smutna, bo mimo to brakuje mi szybkości – tłumaczyła Swoboda, która nadal nie pobiegła tego lata minimum na MŚ w Londynie. Dobrze dla emocji, że wpadkę (chociaż to wcale wpadka nie była) krótszej sztafety odpracowała z nawiązką czterystumetrowa. Na ostatniej zmianie Aleksandra Gaworska najpierw zablokowała w strefie zmian Brytyjkę, a potem przy ogłuszającej wrzawie utrzymała rywalki za plecami na finiszu. Panowie skończyli ze srebrem.

Na bieżni było więcej medali. Trzy autokary fanklubowiczów Sofii Ennaoui z Lipian czekały, aż po zwycięskim biegu na 1500 metrów ich gwiazda przyjdzie pochwalić się złotem. Doczekali się, tyle że srebra, bo bez niespodzianki Niemka Konstanze Klosterhalfen okazała się za silna. – Jutro będziesz się poprawiać. Dzisiaj się ciesz! – motywował rozczarowaną zawodniczkę trener Wojciech Szymaniak, a ta odpowiadała mu, że nie ma z czego, bo nie wygrała nic powyżej tego, na co zasługiwała. Do radości nie trzeba było za to przekonywać trzeciej na finiszu Martyny Galant, której karierę dotychczas śledzili wyłącznie pasjonaci dyscypliny. – Jeszcze niedawno nie pomyślałabym, że ktokolwiek zaprosi mnie na taką imprezę. To mój piękny dzień. Jestem w grupie sponsorskiej przygotowującej się do Tokio. W trzy lata dogonię Sofię i Konstanze! – zapowiedziała. Na tym samym dystansie identyczny medal wywalczył wcześniej Michał Rozmys, ale nic dziwnego, że lider tabel wychodził ze stadionu zły, skoro przyjeżdżał do Bydgoszczy z najlepszym czasem. W lekkoatletyce dorosło nam pokolenie ambitnych.

To nie papierek lakmusowy

Mistrzostwa miały słodko-gorzki smak. Szczęśliwa wróci do domu oszczepniczka Marcelina Witek (brązowy medal i minimum na MŚ), rozczarowani m.in. mający świetne życiówki skoczek wzwyż Norbert Kobielski, biegaczka przeszkodowa Aneta Konieczek i dyskobol Bartłomiej Stój, o którym jego nowy trener Witold Suski opowiadał, że „ma taką rękę, że spacerując po murawie, przerzuca 50 metrów”. W finale spalił wszystkie rzuty.

– Z tabel wynikało, że Polacy mogli myśleć o 10 medalach i tyle było. Chociaż część naszych zawiodła, to Galant i Rozmysa można uznać za objawienia. Przewidywałem ich medale, ale podejrzewam, że oboje dopiero teraz dali się poznać kibicom – analizuje Tomasz Spodenkiewicz, statystyk lekkoatletyczny. Uważa, że poza popularnymi już Bukowieckim i Ennaoui szanse na międzynarodowe kariery mają też ci, którzy „tylko” otarli się o podium. – W Bydgoszczy nie mieli szczęścia tyczkarka Kamila Przybyła czy Gaworska indywidualnie, ale wiadomo nie od dzisiaj, że drzemie w nich potencjał. Nie sądzę, by ta impreza była papierkiem lakmusowym, bo dekadę temu nikt nie zauważył w MME Anity Włodarczyk, a w 2003 roku, też w Bydgoszczy, za podium był Tomasz Majewski – dodaje Spodenkiewicz. Majewski, który oglądał zawody z trybun, mistrzostwa nazwał „trampoliną”. Teraz, idąc tą myślą, młodzież czeka nauka wysokich odbić.

Rutyna kontra decyzja: czy warto być lekkoatletą?

Impreza taka jak w Bydgoszczy to tygiel. Stadion jest pomieszaniem półamatorstwa i rutyny, której pokaz dali najpierw Bukowiecki, a na koniec imprezy płotkarz Karsten Warholm i Sara Kolak – absolutnie największa gwiazda MME. Mistrzyni olimpijska z Rio de Janeiro nie zaprezentowała najlepszych rzutów, ale za trzy tygodnie w Londynie będzie murowaną faworytką. Nie wszystkie kariery rozpędzają się tak szybko. Wielu po drodze rezygnuje. – Jestem w wieku, w którym trzeba decydować, czy lekkoatletyka ma sens, czy trzeba zająć się normalną pracą i życiem – mówił Rozmys. Na niecałe trzy tygodnie przed światową imprezą sezonu brakuje mu 0.37 s do minimum. Jego los jest teraz w rękach PZLA. Sześć lat temu związek mimo braku wskaźnika wysłał na MŚ U18 Ennaoui i dziś „Zosia” pięknie się za to odpłaca. – Srebrne medale docenia się dopiero po latach – napisała jej Justyna Kowalczyk.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>