Emerytura Marit Bjoergen odłożona

Jedna z największych gwiazd biegów narciarskich będzie świecić dalej. Uff.

Miała się zastanowić, przemyśleć przyszłość, wyobrazić sobie świat bez codziennej harówki. Wyobraziła. I uznała, że jeszcze takiego nie chce. Marit Bjoergen wreszcie ogłosiła, że jeszcze na co najmniej rok zostaje z nami. I całe szczęście, bo jeśli została teraz, zostanie i za rok, a później za dwa. A przynajmniej tak się wydaje.

Kiedy dowiedziałem się o możliwości zakończenia kariery przez jedną z największych obecnych gwiazd światowego narciarstwa, runął pewien mit. Wyobrażenie o tym, że wszystko co dobre będzie trwało wiecznie, a wyolbrzymioną do rozmiarów Jowisza zimową walkę Polski z Norwegią śledzić będziemy jeszcze latami. Niby już wcześniej trochę wypadła z niej Justyna Kowalczyk, niby już w 2011 roku „pożegnaliśmy” Adama Małysza, a Bjoern Daehlie więcej niż narciarskich ma dziś doświadczeń krawieckich. Wszystko prawda. Tylko że do takich sportowych „końców epok” przyzwyczaić po prostu się nie da.

Trzydziestopięcioletnia Bjoergen po bardzo dobrym dla siebie sezonie ostrzegła, że mógł być on jej ostatnim. Wreszcie sięgnęła po triumf w Tour de Ski, wreszcie dogoniła w Kryształowych Kulach Kowalczyk, a podczas MŚ w Falun zgarnęła trzy medale. Żyć nie umierać. Problem w tym, że będąc zawodowym sportowcem życie mocno ogranicza praca. Mocniej niż zwykłemu obywatelowi. Norweżka nie wiedziała czy na kolejny trudny rok ma siłę i ochotę. Spekulowano, że jej partner coraz głośniej mówi o potomstwie, a i sama Marit chciałaby zostać w końcu matką. Media podchwyciły też, że biegaczka rozwija własny biznes, który po odłożeniu nart do piwnicy miałby jej zapewnić przyszłość. Na szczęście dla sportu wszystkie plotki i pogłoski można już usunąć z internetowych serwerów. Marit zostaje.

- To fantastyczna kobieta nie tylko dla zespołu, który w Bjoergen widzi liderkę i mentora, ale też dla Norwegii w ogóle. Marit na pewno dobrze przemyślała decyzję, więc jestem spokojny o jakość jej wyników – mówi ekspert narciarski telewizji NRK, Carl-Henning Gran. I podkreśla, że decyzja nie jest zaskakująca. Bjoergen jest na szczycie i póki potrafi regularnie zdobywać trofea, będzie biegać w Pucharze Świata.

Znów więc jesienią napiszemy o tym, że Bjoergen jest w formie i celuje w Kryształową Kulę. Znów rywalki powiedzą, że ich celem jest wygranie z legendą. Znów polscy internauci wyplują jad, że miejsce chorych jest w szpitalu, a kulturyści smarują się na brązowo. I znów będzie jak kiedyś. Jak usłyszałem ostatnio w radiu, „żadnego końca świata dziś nie będzie”. I dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>