Bydgoskie królestwo wioseł [REPORTAŻ]

Ci, którzy na transmisję finału dwójki podwójnej przyszli do siedziby LOTTO-Bydgostii, nie wyobrażali sobie, że mogą być wtedy gdzie indziej. Złoty wyścigu „ich” dziewczyn przy Żupy 4 śledziły trzy pokolenia wioślarzy.

– Ile osób przyjdzie obejrzeć medal?

– Drogi panie, dzisiaj będziemy mieli nie jeden, a trzy medale!

Nie ma wątpliwości, że prezes Zygfryd Żurawski jest urodzonym optymistą. Od południa z przekonaniem wygłasza, iż o złoto żeńskiej dwójki podwójnej możemy się nie martwić. Wita kolejnych gości, równocześnie na każdym z dziewięciu stołów w sali konferencyjnej kładzie przyczepianą zwykle do samochodów biało-czerwoną flagę. Zabiegany sprawdza godzinę. Do finałów jeszcze daleko, a czas zdaje się stać w miejscu. Godzina „Z” – jak złoto – o 16:04. Podążająca za nim kobieta dokłada jeszcze zestaw szalików, inna częstuje ciastkami i kawą. – Szampana też mamy przygotowanego – szepcze z nadzieją w głosie.

Nieśmiało zajmująca miejsca przy ścianie młodzież wie o dwóch rzeczach: że szampan jest bezalkoholowy i że czwartek ma być dla LOTTO-Bydgostii dniem chwały. Tak jak cztery lata temu w Londynie, identycznie jak za sprawą klubowej legendy Roberta Sycza po wyścigach w Sydney i Atenach. – Tak, zobaczysz. Dostaną boczny wiatr jak w eliminacjach i nic nie będzie – rzucił ktoś z sali. Żurawski nawet się nie odwrócił. – Mam powody, by mówić takie rzeczy, bo jesteśmy faworytami. To wymierny sport, a wyniki nie kłamią.

Hegemon znad Brdy

Przy ulicy Żupy 4 byli przygotowani na najazd dziennikarzy. Odnowioną salę konferencyjną udekorowano w olimpijskie koła, na stole leżą niebieskie pod kolor wody teczki. A w nich argumenty na to, że w Polsce LOTTO-Bydgostia nie ma sobie równych. – Proszę tylko spojrzeć – zaczepia prezes, wyciągając tuzin wydruków, tabel i wyników.

Żurawski wylicza: – Wysłaliśmy do Brazylii 26 wioślarzy. Połowa reprezentuje kluby z Bydgoszczy, z czego dziewięć – nasz. Latami pracowaliśmy na to, żeby w sześciu z ośmiu olimpijskich osad mieć swoich zawodników. Od kiedy w 1993 roku podpisaliśmy umowę ze sponsorem tytularnym, sięgnęliśmy po 23 złota drużynowych mistrzostw Polski. Czyli wszystkie możliwe.

Rozmowę trzeba przerwać, dwójka podwójna Miłosz Jankowski, Artur Mikołajczewski walczy w półfinale. Idą czwarci, trzy metry za Włochami. Wyciągnęli na trzecie. Przyszedł ten moment, że w salce trzeba otworzyć okno.

Bydgoski kwartet

Czas zawodów to jedna z niewielu okazji, by na Brdzie zobaczyć taflę. Przy takim zainteresowaniu dyscypliną bywa, że naraz po rzece pływa kilkadziesiąt osad. Bo Bydgostia to nie wszystko. W mieście funkcjonują też trzy inne kluby, na dodatek stacjonują po sąsiedzku, przy jednym nabrzeżu.

– Musisz iść dalej, wszedłeś do konkurencji – żartował o Bydgoskim Towarzystwie Wioślarskim Michał Żurawski. Prywatnie syn Zygfryda, a zawodowo szef tzw. porozumienia „Bydgoskie Wioślarstwo”, w którego skład – oprócz BTW i LOTTO-Bydgostii – należy jeszcze Zawisza i panie z Klubu Wioślarek. – Wszystkie organizacje mają wychowanków i mniejsze lub większe sukcesy. Ósemka w Rio składa się przecież z czterech zawodników Zawiszy – mówi zorientowany od lat w środowisku Kazimierz Fiut z „Gazety Pomorskiej”. Dziennikarz zgadza się ze słowami entuzjastycznego reportera TVP, który stwierdził w wejściu na żywo, że miasto na przestrzeni kilkunastu lat przerodziło się w coś na kształt wioślarskiego królestwa.

Sportowy zjazd rodzinny

Mówi Rafał Bruski, prezydent Bydgoszczy: – Dzięki porozumieniu między klubami organizowane są regaty, warsztaty czy ligi juniorskie. Funkcjonuje wymiana sprzętu. Nikt nie przeszkadza sobie na wodzie, która przy tej liczbie osad czasami okazuje się za ciasna.

Jeden z dowodów na międzyklubową przyjaźń pojawił się przy Żupy 4 osobiście. Zawiszanin Ryszard Kubiak, chociaż po medal igrzysk płynął jako sternik 36 lat temu w Moskwie, wiosłami wydaje się żyć, jak dawniej. W gronie znajomych chętnie komentuje, dopowiada, oddychał mocniej, kiedy żeńska czwórka podwójna z rąk Ireny Szewińskiej odbierała brąz. Ale w gęstniejącym z minuty na minutę tłumku dominuje Bydgostia.

O nich nie można mówić, że zostali zaproszeni. Są w domu. Przy oknie nogami przebiera Wojciech Gutorski – trzykrotny olimpijczyk, medalista ME z 2013 roku. Pod ścianą, mimo że to już 60 lat od pierwszego międzynarodowego medalu klubu, żywiołowo reaguje lokalna ikona Hanna Gołębiewska. Obecni są też inni działacze, przedstawiciele sponsorów. Przed kamerami bryluje Marian Drażdżewski, który – choć sam w igrzyskach Monachium zajął „tylko” szóste miejsce – jako trener doprowadził naszych m.in. do srebra w Pekinie. Dla dziewczyn wszyscy chcieli być razem.

Popłakali się

Równo z godziną „Z” rozstawione starannie krzesła odstawiono na bok. W mniej niż sekundę po zmianie ujęcia pokazywanym na rzutniku Magdalenie Fularczyk-Kozłowskiej i Natalii Madaj towarzyszyła salwa braw. I tak za każdym razem. Ktoś potrącił szklankę z sokiem, ktoś komuś szturchnął rękę z telefonem. Nic się nie stało, oglądamy. Jest żywioł.

Pracowite, ambitne i świadome celu. Szczęśliwe. Spełnione. Nie tylko one, bo przecież pół Bydgoszczy, a po najbliższych serwisach informacyjnych już cała Polska. Żurawski ze szklanymi oczami ląduje w objęciach, kobieta w czerwonej koszulce zeskakuje z krzesła. Niesie się „dziękujemy”. Z piątych z rzędu igrzysk olimpijskich klub przywiezie medale. Najpierw brązowy Moniki Ciaciuch, a po godzinie ten, o którym głośno mówić nie bał się tylko prezes. Nie pomylił się. Zanim po 25 latach urzędowania odejdzie w grudniu na emeryturę, zdąży jeszcze zrobić niejedno. Miejsce na fotografię nowych złotych medalistek na ścianie już zostało wybrane.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>