Fatalna taktyka Jana Ziobro. Piękny serial, ale bez akcji i konkretów

Jan Ziobro od 5 stycznia nie jest oficjalnie skoczkiem narciarskim. Nieoficjalnie nie był nim od świąt Bożego Narodzenia, bo jeszcze na ostatnim zgrupowaniu przed Turniejem Czterech Skoczni skakał i rywalizował o miejsce w składzie na zawody niższej rangi. Później, 26 grudnia, nie wystąpił w konkursie o mistrzostwo Polski w Wiśle-Malince.

Jan Ziobro przestał być skoczkiem narciarskim po oświadczeniu wideo opublikowanym na jego stronie w serwisie Facebook. Niespełna dobę przed historycznym konkursem dla Kamila Stocha w Bischofshofen postanowił rozpętać piekiełko w środowisku, co nie było najtrafniejszym wyborem, bo po jej upływie nikt nie przejmował się już pokrzywdzonym Polakiem, tylko Polakiem przechodzącym do historii tej dyscypliny. Ale oświadczenie Ziobry, mimo że prędzej czy później należało się takiego spodziewać, obserwując, jak rozwija, a raczej kurczy się jego kariera, było intrygujące. Padły w nim poważne zarzuty wobec sztabu szkoleniowego i działaczy Polskiego Związku Narciarskiego. 26-latek mówił o poniżaniu, dyskredytowaniu, niesprawiedliwości. Ale mimo stosu oskarżeń nie było w nim żadnych konkretów poza tym, że Andrzej Stękała skakał krócej w wewnętrznym sprawdzianie, a mimo to na zawody do Niemiec zabrano jego zamiast Ziobry.

Sprawa ucichła na chwilę, bo uważni widzowie tamtego filmu wyłapali, że wkrótce powstanie kolejna część. Ziobro opublikował ją 11 stycznia. Znów opowiedział o byciu pomijanym w składzie na zawody, mimo że skakał dobrze. Tym razem jednak chodziło o dawniejsze sytuacje.

W trzeciej części – której niewątpliwie nie możemy się doczekać – prawdopodobnie dowiemy się o jeszcze innych dobrych skokach Janka, po których nie zabrano go na kolejne zawody. I zapewne znów Janek będzie miał wyłączony telefon, żeby przypadkiem nie powiedzieć niczego więcej i dać sobie szansę, by rozgrywać tę grę po swojemu. Mógłby równie dobrze dołożyć do tej opery mydlanej czołówkę i napisy końcowe, a na koniec wydać wszystko na DVD.

Największy problem Ziobry polega na tym, że brakuje mu przeciwnika. Sytuacje, o których opowiada, są wyrwane z kontekstu. Nie wiadomo, komu Ziobro stawia zarzuty. Kto na Ziobrę się uwziął – bo przecież uwziął – i próbuje zniszczyć jego karierę. Mógłby wystąpić w grudniowych mistrzostwach Polski i tam pokazać swoją aktualną wartość, a potem od A do Z opisać, jak wygląda jego zdaniem rujnowanie jego potencjału przez „osoby z otoczenia”. Na razie Ziobro zaczął od literki J, w drugim filmiku opowiada o E i strach pomyśleć, ile czeka go jeszcze pracy w social media, jeżeli chce posklejać do kupy cały alfabet swojej klęski.

To, jak dramatycznie rozgrywa tę sprawę Ziobro, widzą Adam Małysz („Zachowuje się jak dziecko w piaskownicy, któremu nagle zabrali zabawki”), Apoloniusz Tajner („Gdyby bronił się na skoczni, jeździłby na zawody”), koledzy (Jakub Wolny: „Nie obchodzi mnie, co on gada”), a nawet Wojciech Fortuna („Niech przestanie tyle gadać, tylko zabierze się do roboty”). Niektóre cytaty kibiców nie nadają się do przytoczenia.

O kłopotach na zapleczu polskiej kadry wiadomo nie od dziś. Poza Janem Ziobro ze skoków w ostatnich miesiącach zrezygnował także Bartłomiej Kłusek, a z drugiej strony notorycznie pomija się wydalonego z kadry za brak postępów Krzysztofa Leję, który trenując sam osiągnął wysoką, choć nieustabilizowaną formę. Klemens Murańka przeżywa kryzys, a Krzysztof Miętus nie jeździ nawet na zawody. Zawodników grupy Radka Zidka przeskakuje o klasę junior. Po sezonie niemal na pewno zatrzęsie się tam ziemia, ale czy o to chodziło Ziobrze? Nie wiadomo, bo mówiąc dużo i robiąc szum, jednocześnie nie mówi nic. A to do niczego nie prowadzi. Tak zachowujący się sportowiec nie daje sobie żadnych szans na powrót i odbudowanie zaufania. Wiosną usłyszałem w środowisku, że Ziobro nie znalazł się w kadrze A, bo nie potrafił podporządkować się metodom trenera i zasadom, które ten ustalił. Co z tego, że zacząłby bić rekordy skoczni z najniższych belek, chyba każdy trener woli mieć spokojnych pracusiów niż jeden wulkan, który niszczy ich bezsensownymi wybuchami. Tym bardziej, że są wątpliwości, czy lawa, którą strzela, jest w ogóle prawdziwa. Jak obecnie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>