Kruczek pogubiony, kadrze A została tylko nazwa

Zakopane dla polskich skoczków było tej zimy pierwszymi z dwóch mistrzostw świata. Do drugich – w Wiśle – przystępujemy z brązowym medalem za konkurs drużynowy i indywidualnym 8. miejscem Kamila Stocha. Czyli tym samym, po którym w 2013 roku na normalnej skoczni w Val di Fiemme as reprezentacji krył łzy za nieściągniętymi do wywiadu goglami. Wtedy rozczarowany, teraz zadowolony z najlepszego jak dotąd występu w tym sezonie. – Wracamy na dobre tory – zapowiedział Łukasz Kruczek, którego pociąg pod szyldem „kadra A” wypadł z nich w listopadzie 2014 roku. I jeśli później wracał, to incydentalnie. 

Jest coraz gorzej

Wynoszenie polskich przystanków Pucharu Świata do rangi mistrzowskiej brzmi absurdalnie, ale tę retorykę rozpoczął jeszcze w trakcie fatalnego dla nas Turnieju Czterech Skoczni Apoloniusz Tajner. – Na konkursy w Polsce powinniśmy być przygotowani – bronił Łukasza Kruczka prezes PZN tak jakby najważniejsza obok (również zawalonych przez kadrę A) MŚ w lotach impreza nic biało-czerwonych nie obchodziła. Niestety odkąd w 2014 roku Stoch stracił miesiąc na leczeniu urazu stawu skokowego, tłumaczyć sztab szkoleniowy były trener Adama Małysza musi niepokojąco często.

Miniony sezon udało się jeszcze Kruczkowi uratować. W grudniu i styczniu odpowiedzialność za wizerunek polskich skoków wzięli na siebie Piotr Żyła i trenujący wówczas na zapleczu Aleksander Zniszczoł. Ale forma kadrowiczów była na tyle kiepska, że duet z Wisły stanowił np. o całości reprezentacji na konkursy lotów na Kulm. O kłopotach – podobnie jak tym razem – na chwilę zapomniano po Zakopanem. Ale wróciły, tylko że jedynym mówiącym o nich otwarcie był kompletnie pogubiony Maciej Kot. Kiedy bez niego w składzie niespodziewanie sięgnęliśmy w Falun po brąz MŚ (prawdziwych, nie zakopiańskich), opinia publiczna dała trenerom spokój. Teraz cicho już nie będzie, bo kadra A startując razem miałaby problem z… awansem do 2. serii.

Wątpliwości się mnożą

Na pięciu członków najważniejszej drużyny PZN regularne występy w PŚ notuje tej zimy wyłącznie jej lider. Wspominać pozostałych nawet nie wypada. Dlaczego? Wicemistrz globu juniorów Zniszczoł jest tłem nawet w Pucharze Kontynentalnym, mający w CV triumfy w Pucharach Świata Jan Ziobro i Piotr Żyła zbliżają się poziomem do Kazachów, a Klemens Murańka na domowej Wielkiej Krokwi nie zdołał przebrnąć kwalifikacji. Do Japonii Kruczek zabrał go jako przeciwwagę – inaczej powinien tam polecieć odpowiedzialny za zaplecze Maciej Maciusiak, który i tak wysłał do Azji aż czterech swoich skoczków. Kruczek na siłę upchał dwóch. Złośliwi twierdzą, że polskie skoki wcale nie są w dołku, bo kadrom A i B wystarczyłoby zamienić literki. I coś w tym jest, bo członkowie pierwszej ekipy zdobyli tej zimy 222 pkt. w 30 startach, drugiej – tylko w Sapporo uzbierali ich łącznie 93.

- Straciłem radość ze skakania, pogubiłem się latem. Nawet dobre próby nie powodują, że w moim nastawieniu cokolwiek się zmienia – mówi rozczarowany Żyła, którego największym tegorocznym sukcesem jest zdobyte w minioną niedzielę 3. miejsce w Bischofschofen. W drugiej lidze, bo na początku miesiąca był zbyt słaby, żeby wystąpić w Austrii podczas TCS. Ale to nie wszystko. Rozczarowany wynikami Ziobro rozmyślał ponoć nawet nad zakończeniem kariery. Sprawy z pewnością nie ułatwia ciążąca na podopiecznych Łukasza Kruczka presja. Nie jest tajemnicą, że przed zawodami – zamiast spokojnego treningu – trwa bratobójczy pojedynek o miejsca w składzie. Dla kadry A tym trudniejszy, że jego faworytami są od początku zimy koledzy z zaplecza.

Mistrz staje w obronie

Wiceprezes PZN Andrzej Wąsowicz już w grudniu zarzucał pierwszemu sztabowi, że całkowicie odciął się od współpracy z pozostałymi szkoleniowcami. Jeśli w technice pojawia się błąd, nie ma przy skoczkach nikogo, kto – jak niegdyś Piotr Fijas czy Jan Szturc – spojrzeliby na niego z innej perspektywy. – Zorganizujmy konsultacje ze ekspertami – apelował  po koszmarnych konkursach w Engelbergu. Co gorsza, opozycja wobec zespołu Kruczka jest w środowisku coraz silniejsza. Tuż po niedzielnym konkursie w Zakopanem inny z działaczy w prywatnej rozmowie w biurze prasowym niewybrednie komentował decyzje twórcy sukcesów Kamila Stocha.

Mimo gęstniejącej atmosfery są jeszcze optymiści, którzy fatalne wyniki kadry A odbierają ze spokojem. To m.in. nad wyraz wyrozumiały Adam Małysz. – Liczę, że Łukasz dalej będzie prowadził kadrę i nie chcę wywoływać dyskusji w tej sprawie, bo karta może się odwrócić. Nie chcę go krytykować, bo pamiętam, co osiągnął jako szkoleniowiec – pisał w „Przeglądzie” mistrz, ale po 41. miejscu Stocha w Sapporo był już bardziej wyrazisty. Na Facebooku wprost powiedział, że „kadra się pogubiła”. Wspomniany Szturc też stoi jeszcze za Kruczkiem. – Rozumiem frustrację kibiców, jednak uważam, że Łukasz to znakomity specjalista. Ma ogromne doświadczenie, które jak myślę pozwoli mu wybrnąć z tarapatów. Takie sezony się zdarzają – stwierdził przed tatrzańskim weekendem PŚ trener WSS Wisła.

Faktem jest, że burzliwe narady w PZN – chociaż zapowiadane na koniec marca – już trwają. I jeśli poziom kadry A radykalnie nie wzrośnie, brak zmian w funkcjonowaniu drużyny będzie dużym zaskoczeniem. Zaufanie do Kruczka tracą kibice, pracownicy związku, a nawet sami zawodnicy. I choćby zdobył w Soczi i siedemnaście medali, to od przeszłości ważniejsze jest to co aktualne. A aktualnie leje nas pół świata.

Tekst napisany dla „Przeglądu Sportowego”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>