Panteon rozczarowanych. Nie dla wszystkich Lahti jest szczęśliwe

Albo nie startują, albo nie mają formy, albo tracą medal, gdy ten prawie już wisi im na szyi. Mistrzostwa świata są raz na dwa lata. Rozczarowanym nie trzeba tego dodatkowo przypominać.

Konkurs indywiudualny na normalnej skoczni, druga seria. Kamilowi Stochowi brakuje kilkadziesiąt centymetrów do podium. – Jestem sfr… nie, nie jestem sfrustrowany. Jestem rozczarowany – rzuca do dziennikarzy i tak spokojny Polak. W powietrzu czuć, że miał apetyt na więcej.

Dziennikarzom i tak nic nie powie”

Z trzech szans, które Stoch miał na medale przed wyjazdem do Lahti, przed czwartkiem nadal zachował dwie. Biegaczka Stina Nilsson – nazywana czasami nową królową sprintu – zostawiła sobie jedną, w dodatku najmniej satysfakcjonującą dla sportowego ego. Bo to sztafeta, w której brak medalu Szwedek byłby czymś w rodzaju braku wygranej polskich piłkarzy nad San Marino. Ale Nilsson, która w styczniu walczyła o zwycięstwo w Tour de Ski, w Lahti nie idzie.

- Ta dziewczyna prawie nigdy nie powie dziennikarzom wprost, że coś jest nie tak, więc i tym razem wokół jej sprawy krąży dziwna tajemnica. Nilsson nie komentuje swoich biegów, a tym bardziej nie analizuje publicznie błędów, ale w wywiadach na pierwszy rzut oka widać było, że jest bardzo rozgoryczona – komentuje dla nas dziennikarz „Aftonbladet” Erik Karlsson. Problemy zaczęły się w sprincie, z którego sensacyjnie odpadła już w półfinale. Dwa dni później w biegu łączonym straciła aż trzy minuty do zwycięskiej Marit Bjoergen, a w sprincie drużynowym uległa na ostatniej prostej Amerykance Jessice Diggins. Do wyczekiwanego medalu zabrakło 0,19 s. Szwedzi z jednym brązem i jednym srebrem (w środę mają szanse na 15 km klasykiem mężczyzn) tak słabego początku imprezy rangi mistrzowskiej nie zanotowali od 1999 roku w Ramsau.

Posiedź, odpocznij, przemyśl

– Chciałbym uspokoić atmosferę. Nie powinniśmy obawiać się, że te mistrzostwa skończą się katastrofą, bo mamy jeszcze trochę medalowych szans. W następnych biegach musimy po prostu mieć więcej szczęścia – zapewnił czytelników „Expressen” trener Szwedów Rikard Grip, atakowany pytaniami o powody odległego miejsca kraju w klasyfikacji medalowej. Jako że ich nadzieje ograniczają się wyłącznie do jednej z trzech wchodzących w program MŚ dyscyplin, na Gripie ciąży gigantyczna odpowiedzialność. Zrobił więc szach (jeszcze nie wiadomo, czy to szach-mat) i do biegu sztafetowego kobiet nie wystawił Idy Ingemarsdotter. Mimo że ta była 5. w finale sprintu i 17. na 10 km.

Mieszkająca z nią w pokoju Anna Haag: – Siedzi i nie wie, dlaczego nie dostała się do składu. Mówi, że jest graczem zespołowym, że to dla dobra drużyny i nie ma pretensji ani do Gripa, ani do Ebby Anderson. Ale widać, że straciła wiarę.

O ile Jan Ziobro nie może mieć pretensji do Stefana Horngachera, że ten zamiast niego drugi raz dał szansę Piotrowi Żyle (mówił przed MŚ, że rozumie Stefana, bo jego skoki są mniej stabilne od Żyły i Dawida Kubackiego), Aino-Kaisa Saarinen za brak powołania do biegu na 10 km była. Doświadczona Finka nie pobiegła, chociaż ten start był jednym z jej najważniejszych punktów programu MŚ. Ziobro, który w dwa lata z awanturnika, jakim był w Falun, ewoluował do rozważnego dorosłego faceta. Saarinen, chociaż już 38-latka, przed kamerami strzelała jak z armaty. – Mam żal, bo byłam do tego występu gotowa! – irytowała się gwiazda reprezentacji gospodarzy.

Iversen sobie pojechał

Dla Saarinen brak występu w docelowym biegu sezonu był ciosem. Taki sam w kadrze Norwegów dostał przed dzisiejszym biegiem na 15 km Emil Iversen. Trener Tor Arne Hetland obok Martina Sundby’ego (po upadku na ostatnim podbiegu przegrał złoto w biegu łączonym z Siegiejem Ustjugowem), Didrika Toensetha i Niklasa Dyrhauga wystawił nieopierzonego brązowego medalistę sprintu, Johanensa Hoesflota Klaebo. W kuluarach mówi się, że dla Iversena to kara za to, że na końcówce team sprintu zderzył się na ostatnim zakręcie z Finem Iivo Niskanenem i pozbawił Norwegów szansy na złoto.

- Moja noga więcej na trasach w Lahti nie postanie! – odgrażał się przed kamerą NRK biegacz po tym, gdy po team sprincie spadły na niego w szatni olbrzymie słowa krytyki. Iversen już wtedy miał w planach pakowanie walizek, ale Petter Northug namówił go na to, by się opamiętał. Po braku nominacji do „piętnastki” temat powrotu wrócił. Współlokator Iversena Petter Northug decyzję Hetlanda nazwał skandalem: – Ten facet od lat ma znakomite wyniki w dystansie. Nie dziwię się mu, że sobie pojechał.

Demon Prevc

Rozczarowanie, rozgoryczenie i młodzieńcza buta we wtorek były też widoczne na skoczni. Domen Prevc – genialny 17-latek i były lider Pucharu Świata – który we wszystkich seriach skoków w Lahti tylko raz wskoczył do trzeciej dziesiątki, w pierwszym z treningów ratował się przed poważnym upadkiem. Zaraz po wyjściu z progu Słoweniec stracił kontrolę nad ciałem. Najpierw powietrze od góry złapała lewa narta, później niebezpiecznie skontrowała druga. Wymachując rękami, skoczek wylądował na 76. metrze. Jak zdążył przyzwyczaić, w dezaprobacie złapał się za głowę.

Lawina ruszyła. Prevc zaczął pyskówkę z rzecznikiem prasowym kadry Tomim Trbovcem i do drugiej serii treningów już nie przystąpił. W mediach błyskawicznie pojawiła się informacja, że „zarozumiały smarkacz” (to częste określenie w stosunku do Domena i gdy patrzy się na jego poczynania pod skocznią – bliskie prawdzie) został przed Gorana Janusa odesłany do domu. – Tak specyficzna dyscyplina, tak duże obciążenia. To było bardzo, ale to bardzo do przewidzenia – skomentowała upadek małego mistrza psycholog Daria Abramowicz. Tylko kibiców żal.

2 przemyślenia nt. „Panteon rozczarowanych. Nie dla wszystkich Lahti jest szczęśliwe

  1. Dla mnie głupotą było wystawianie Domena do składu Słoweńców na MŚ. Mniej więcej od Turnieju Czterech Skoczni widać, że powoli traci formę. Przykro się patrzy na to, jak Prevc walczy o dostanie się do drugiej dziesiątki, mając w pamięci jego wygrane i liderowanie w klasyfikacji generalnej. To młody i zdolny chłopak, to dopiero początek jego kariery, jeszcze zdąży się nawygrywać konkursów :)

    1. Problem w tym, że Goran Janus nie bardzo miał kogoś innego. OK, Lanisek skacze dobrze, pewnie nawet lepiej, chociaż z takimi maluchami nigdy nie wiadomo, czy przypadkiem „znów nie zaskoczy”. Domen ma większy problem. Jest po prostu zarozumiałym gnojkiem :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>