Polak na skokach jak świnia w chlewie

Harrachov znam jak własną kieszeń. Miasto odwiedzam dość regularnie i widok mamuciego obiektu na zboczu Certovej Hory nie robi na mnie aż tak wielkiego wrażenia. Miejscowość piękna, cicha, spokojna i zadbana. Ludzie spokojnie spacerują w rytm śpiewu ptaków, sportowcy trenują, a emeryci, siedząc w ogródkach, popijają Becherovkę. Niestety wszystko zmienia się na czas skoków. Harrachov wciąż jest piękny, wciąż uwodzi architekturą i krajobrazami, ale ani to miejsce ciche, ani czyste i kulturalne. SKOKI SĄ, POLAKI PRZYJECHALI.

Na wstępie zaznaczę dwie kwestie. Inni też lubią balować, a sami nasi rodacy dzielą się na dwie kategorie: ci, którzy sieją ferment, i ci, którzy wstydząc się za tych pierwszych, wolą spacerować po mieście incognito. Ja też należę do tej drugiej grupy. Kiedy zauważyłem wzrok i reakcje Czechów na widok tego bydła, naturalnym wyborem było, by się z nim nie utożsamiać. Wtedy nikt nie kojarzy mnie z tarzającymi się idiotami, którzy mając obok siebie śmietnik, wyrzucają wszystko na ziemię. Nie jestem tym, którego kumple zrzygali się na chodnik albo wpadli do rowu i nie mogą już biedacy wyjść. Mnie nie trzeba prowadzić we trzech i kneblować gęby, bo obrażam wszystkich, którzy 70 lat temu grabili nasz kraj. Wszystko to dlatego, że kurtkę mam niebieską i szalik zostawiłem w samochodzie.

Ta wewnętrzna niechęć i pogarda zaczęła mi się już w 2002 roku. Też w Harrachovie. Jako mały chłopak, w przerwie między jednym przełożeniem zawodów a drugim (też wtedy wiało), zapragnąłem coś zjeść. Zauważyliśmy z Ojcem kręcący się rożen, a na nim ciasno powtykane kurczaki. Ten apetyczny widok szybko zamienił się w koszmar. Wyobraźcie sobie, że biało-czerwony fan Adasia Małysza podszedł do tego stoiska, wyciągnął to, co miało urosnąć dłuższe, ale niestety, i wszystkie wypite w ten dzień piwa wysikał na upatrzone przeze mnie mięso. Poczułem się jak ostatni debil, czego nie poprawiła nawet późniejsza bójka. Cel gibał się razem z wiatrem, więc nokaut nie należał do najtrudniejszych. Ale niesmak pozostał.

Z wiekiem w Harrachovie nie zmieniło się prawie nic. Gość w klapkach leży w trawie, chyba rzyga, a koledzy czatują, by przypadkiem nikt go nie dorwał. Inny jegomość przez pół pierwszej serii planował spektakularny bieg po zeskoku. Gwiazdor od siedmiu boleści chciał pewnie powtórzyć wyczyn chłopaków z Basenu Narodowego (mecz Polska – Anglia), ale zanim kolejna się skończyła, skończyło się też i jego zdrowie. Poległ gdzieś koło tego w klapkach. Kurwami rzucano równie często, co nashledanou, ahoj czy dobrý den. A jeszcze częściej rzucano kubkami i puszkami po piwie.

- Koło Niemca nie usiądę! – ryknął jakiś grubas ze wsi, którego wąs zdobił podnosie tak dumnie, że miałem mu je ochotę wyrwać. Usiadł za mną, ale na szczęście równie szybko sobie poszedł. Bo mu słońce raziło i biedak nie mógł emocjonować się zażartą rywalizacją, której zasad nie znał nawet w minimalnym stopniu. Jak i cała reszta. Bo przepraszam, ale jak słyszę, że druga czerwona linia to rekord skoczni, a sędziowie nie wystawiają not zawodnikom ze swojego kraju, to chce mi się śmiać. No i najważniejsze – mamut w Harrachovie przeszedł ponoć do historii. Johan Remen Evensen skoczył na nim 246,5 metra! Otóż nie, Panie Januszu. Nie tutaj.

Wstydzę się i umywam ręcę. Z góry przepraszam tych, którzy jednak potrafią zachować kulturę. Bo ten margines to na szczęście jeszcze mniejszość. Nigdy nie dowiem się jednak, dlaczego mogą pić Norwegowie, Finowie, Czesi, Niemcy i wszyscy inni, a jakoś ich topiących się w swoich rzygach nie widziałem. A – uwierzcie – rozglądałem się uważnie.

6 przemyśleń nt. „Polak na skokach jak świnia w chlewie

    1. tu nie chodzi o wizerunek, ale o wstyd, który czułem. Oczywiście, że to złe, jeśli mówimy o odbiorze Polaków za granicą. Ja się po prostu czułem przegrany, nie podjąłem rękawicy obrony opinii o nas.

      1. Po części rozumiem ale obawiam się, że chamstwo przejmie monopol na Biało-Czerwony szal.
        Panie Michale, proszę się nie poddawać.
        Jak śpiewał klasyk: ludzi dobrej woli jest więcej.

  1. Bardzo ciekawy blog zgadzam się w 100% też wstydzę się za Polaków,którzy odwalają wioskę,na niednawym COCu w Iron Mountain napierdzieleni Polacy rzucali mięsem na lewo i prawo,aż na streamie amerykanie się pytali co to znaczy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>