Sędzia skoków. Robota dla sokolich oczu

Na nikogo w skokach narciarskich nie narzeka się tak mocno, jak na sędziów orzekających styl. Mają najlepszy widok na skocznię, a czasami ich noty wyglądają, jakby wzięły się z losowania. W inaugurujących sezon zawodach Pucharu Świata w Kuusamo skrzywdzeni mogli czuć się m.in. Maciej Kot w sobotę oraz – jak zwrócił uwagę portal skokipolska.pl – Peter Prevc. Słoweński internet obiegło nagranie, na którym komentator RTV Slovenija Andrej Stare wyśmiewa polskiego sędziego Tadeusza Szostaka, gdy ten zamiast zasłużonej „dziewiętnastki” przyznał dominatorowi minionej zimy niską notę 17,5 pkt. Ocena jako skrajna została odrzucona i nie wypaczyła wyniku skoczka, ale zamieszanie i żywiołowa reakcja dziennikarza odsłoniły poważny problem. Architektoniczny.

117 stron regulaminu

- Ale nie ma żadnego problemu! Ja panu z chęcią to wszystko wytłumaczę – zaprosił na stanowisko podczas październikowego konkursu o mistrzostwo kraju czołowy polski arbiter Marek Siderek. Na architektonicznym koszmarku im. Adama Małysza w Wiśle-Malince z niewielu miejsc widać urok tej dyscypliny. By porozmawiać o kulisach pracy sędziów, poszliśmy do miejsca, z którego dostrzega się go doskonale.

Każdy z pięciu obserwujących zawody z wieży panów w kilka sekund ma do wychwycenia aż dziewiętnaście różnych czynników. Te dzielą się na trzy etapy: lot, lądowanie i odjazd. Wydaje się, że „piękno” można ocenić osobiście sprzed ekranu telewizora, ale nic bardziej mylnego. Dopiero widząc na żywo lot skoczka narciarskiego, da się zauważyć detale, jakie decydują o końcowej nocie.

- Denerwuje mnie, dlaczego za idealny stylowo (ale wylądowany za blisko) skok zawodnik otrzymuje niskie noty. Przecież da się pięknie klepnąć w bulę, a wy oceniacie ich za to, czy daleko lecą – sprowokowałem wszystkich panów w chwili przerwy między naprzemiennym wychylaniem głowy z okna i chowaniem jej do środka. Na skoczni było zbyt ciemno, włączali oświetlenie. Siderek przerwę wykorzystał na sprawdzenie dotychczasowych ocen. Odłożył rysik i odpowiedział: – Wszystko dlatego, że jednym z branych pod uwagę elementów jest wykorzystanie aerodynamiki i kontrola dynamicznego ułożenia ciała. Zawodnik ma za progiem ślizgać się po powietrzu, a jeśli widzę, że stawia narty na sztorc, mam obowiązek odjąć mu punkty od noty bazowej.

Ile dokładnie? Według liczącego sobie 117 stron „Narciarskiego Regulaminu Sportowego” za całą fazę lotu można pomniejszyć podstawowe 20 pkt o maksymalnie 5. Oprócz wspomnianego aspektu, arbitrzy mogą zwrócić też uwagę na: niepewność, niesymetryczne ułożenie ramion i nóg oraz niespokojną i nierówną pracę nart.

Światowy błąd architektoniczny

O wiele trudniej jest wychwycić dobre lądowanie, o czym boleśnie – jak odgrażał się Andrej Stare – ma niedługo przekonać się Szostak. Marek Siderek, podobnie jak delegowany na PŚ do Kuusamo, zasugerował, że winę przede wszystkim ponosi architektura obiektów. I to problemem ustawienia wieży sędziowskiej wobec zeskoku, a nie przelicznikami wiatru, Międzynarodowa Federacja Narciarska powinna zająć się w pierwszej kolejności. Świadczą o tym liczby.

- O ile ze stanowisk dobrze widać lot, to już naziemne ruchy narciarza niekoniecznie – mówił Siderek. W Wiśle-Malince od okna na wieży do linii wyznaczającej granicę między zeskokiem a wybiegiem (tej, za którą można swobodnie upadać) jest bez uwzględniania różnicy wzniesień ok. 97 metrów. Tymczasem w Lahti dystans wynosi 120 m, w kontrowersyjnym Kuusamo 141, na mamucim obiekcie w Planicy – aż 171 metrów. Nieuzbrojone oko nie jest w stanie zobaczyć, co dokładnie robi tam skoczek. Stąd właśnie zdarzają się fatalne wizerunkowo pomyłki, przez które nieraz zamiast złotego medalu kończy się zawody bez jakiegokolwiek.

Sędziowie chcieliby być zlokalizowani bliżej strefy lądowania, bo od chwili przyziemienia muszą zwrócić uwagę na czternaście czynników. Za moment dotknięcia nartami śniegu można stracić punkty za: nieharmonijny ruch, błąd ustawienia stóp przy pierwszym kontakcie, brak telemarku, zbyt sztywne lub zbyt głębokie lądowanie, nieutrzymanie pozycji w kolejnych metrach po lądowaniu, niepotrzebne ruchy ramion i nierównoległe prowadzenie nart (w tym tzw. krawędziowanie). Dodatkowo karę wymierza się za każde pojedyncze dotknięcie śniegu lub narty ręką – 1 pkt za jedną rękę i 2 za obie. Za całą sekwencję można stracić maksymalnie 5 punktów. Wraz z lotem daje to łącznie 10, a odjęcie kolejnych 7 grozi za niepoprawny odjazd.

Zasada żelazna: byle się nie wyróżniać

- Skoczek po wylądowaniu powinien stopniowo się wyprostować, przejechać stabilnie przez linię upadków, prowadząc spokojnie narty. Jeśli jedzie niepewnie, można odjąć mu do 3 punktów. Jeśli pojedzie przez linię, dotykając śniegu lub nart, to odejmiemy 5. Upadki to strata 7 punktów i tyle maksymalnie można stracić w tej fazie – wyjaśniał Siderek, który w narciarskim CV tak samo jak Szostak ma najważniejsze światowe konkursy i tak samo jak on bywał adresatem niewybrednych komentarzy. W 2007 roku gazety pisały o nim osobne teksty, gdy podczas mistrzostw świata w Sapporo rzekomo „skrzywdził” Adama Małysza, dając mu o pół punktu za niską notę. Tak media szukały winnych czwartego miejsca mistrza. I chociaż złość miał wówczas wyrazić nawet minister sportu Tomasz Lipiec, działacz ataki odpierał ze spokojem. – Nie było tam fałszywej poprawności politycznej, orzekałem – mówił wtedy – zgodnie z sumieniem.

Potwierdzałyby to słowa innego sędziego, Tomasza Pilcha. Ten w rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem zasugerował swego czasu, że „styliści” są oceniani przez FIS i jak ich praca zostanie uznana za niewłaściwą, podlega karze. – Zdarza się, że sędzia dostaje czerwoną kartkę i jest odsunięty od najważniejszych zawodów na rok, a nawet na dwa lata. My się pilnujemy, jednak Austriacy, Niemcy, a najczęściej Finowie i Norwegowie takie kartki już dostawali – wyliczał.

Wypada docenić fach

W Wiśle obserwowałem Siderka na stanowisku „B”, ale krzyki między członkami jury rozlegały się po całej wieży. W zawodach międzynarodowych jest o tyle nieźle, że czas między jednym a drugim zawodnikiem przedziela telewizyjna powtórka. Można w spokoju odejść od okna i w elektroniczny panel spokojnie skalkulować notę. Na mistrzostwach Polski jest ciągła gonitwa.

- Marek, jedzie już – dał ktoś sygnał, widząc że z „B” nie wystaje charakterystyczna czarna czapeczka. Ale pan Marek wychylił się w ostatnim momencie, bo w tak krótkim czasie nie był w stanie zaprotokołować swojej oceny. Proces odjazdu kontrolował za to aż do samego końca.

Druga seria, leci Kamil Stoch. W powietrzu równo, lądowanie płynne, odjazd bez zarzutu. – I to była dobra robota! – ucieszył się głośno Siderek. Przyznał 18,5.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>