Sapporo znika ze skoków narciarskich. I może dobrze?

W sezonie skoków narciarskich 2017/18 najprawdopodobniej nie odbędzie się żaden konkurs Pucharu Świata w Japonii. Niezrównane i niezastąpione Sapporo znikło z kalendarza, czyniąc cykl wyłącznie zabawą Europejczyków. Niżny Tagił, o ile nie wyleci z rozpiski, bo nadal ma na to szansę, leży wprawdzie w Azji – tylko że ramtem 25 kilometrów za umowną granicą kontynentów, w kraju tak samo europejskim jak i Polska.

Sapporo kojarzyło się szczególnie każdemu kibicowi dyscypliny. Pomijając nawet spraną już legendę skoku Wojciecha Fortuny, zawody w tym mieście uchodziły za jedne z najbardziej klimatycznych. Bo słychać było dziwne dźwięki ze stadionowych głośników, bo wstawało się w środku nocy, bo często komentował je Stanisław Snopek, bo co roku media publikowały niezastąpiony tekst-obawę „jak nasi poradzą sobie ze zmianą strefy czasowej”. Po raz ostatni Sapporo nie miało u siebie pucharu w sezonie 2006/07, tyle że wtedy organizowało mistrzostwa świata. Wcześniej zdarzyło się tak jeszcze tylko zimą 1982/83. I to był jedyny jak dotąd raz, gdy Japonię cykl ten ominął. Co ciekawe, Sapporo nie rezygnuje ze współpracy z FIS. Na Okurayamie i Miyanomori odbędą się łącznie trzy konkursy Pucharu Kontynentalnego i weekend Puchar Świata kobiet. Panie poskaczą też na zmodernizowanej skoczni w Zao i to one – po raz kolejny zresztą – skupią na sobie uwagę japońskich kibiców. Nic dziwnego. W kadrze mężczyzn od dawna nie było prawdziwej gwiazdy i trudno oczekiwać, by rodaków kręciło w Noriakim Kasai tylko to, że jest stary, a dalej może. Zainteresowanie w sporcie budują zwycięzcy, rekordziści, dominatorzy albo skandaliści. Wykreślając ostatnią – wszystkie te cechy ma Sara Takanashi.

(W Oslo, gdzie odbywało się w jeden weekend rozpoczęcie Raw Air i zakończenie PŚ pań, doszło do zabawnej sytuacji. Ekipa jednej z japońskich telewizji robiła materiał bazujący na wypowiedziach dziennikarzy. Wszystkie pytania zadawali tak, by narzucić pochwałę dla Takanashi. Nie było więc pytania „kto wygra igrzyska?” tylko „dlaczego Takanashi wygra igrzyska?”. Temat męskiej kadry omijali, zupełnie jak my np. temat męskich biegów narciarskich.)

Możliwości są dwie – miasto wypadło z męskiego kalendarza właśnie przez brak zainteresowania (odmówiło same lub odmówiła FIS) lub z uwagi na zaplanowane w Korei Południowej igrzyska. Żadnej reprezentacji nie chciałoby się zapewne lecieć do Azji przed nimi, zostawać tam kolejny tydzień po nich, a już na pewno w trakcie jednej zimy podróżować tak daleko więcej niż raz.

Nie ma sensu co roku ubolewać nad projektem kalendarza PŚ. Że nie ma takich a takich miast (propozycje na kibicowskich forach internetowych są niekiedy ekstremalnie absurdalne), że brakuje skoczni 90-metrowych czy że za dużo zawodów organizuje się w Niemczech. Odpowiedzią na ostatnie są pieniądze i marketing. Na pozostałe – najczęściej wola lub jej brak ze strony krajowych związków, które same zgłaszają do FIS z deklaracją, gdzie chciałyby zorganizować swoją imprezę. Bo mogą. Walter Hofer wyjaśnił mi to kiedyś pytaniem: „A dlaczego w Polsce wolicie Wisłę od Szczyrku, mimo że na Skalite zmieściłoby się więcej kibiców?” Ano dlatego, że chodzi o lepsze widowisko. Organizatorzy mają gdzieś, że konkursy na 90-tce odsłoniłyby innych faworytów. Ma być szoł.

Skoki narciarskie (i sport w ogóle) smakują najlepiej tam, gdzie są chciane. W Sapporo od dawna widać było, że impreza interesuje tylko rodziny przedskoczków i grupę zagubionych w górach pomyleńców. Sens wciskania tam na siłę zawodów był tysiąc razy mniejszy niż chociażby inauguracja sezonu w Ruce, gdzie jednocześnie odbywają się wszystkie konkurencje narciarstwa klasycznego. FIS chce wychodzić ze swoimi produktami do nowych kibiców. W Rosji temat już się sprzedał (znów Hofer: „Chcielibyśmy bardzo takiego rosyjskiego Adama Małysza”) i dlatego Niżny Tagił ma w federacji chody. Ałmaty za to nie sprzedały się w ogóle, więc po organizacyjnej klapie w sezonie 2015/16 nikt im ponownie takich zawodów nie proponował.

Idąc za argumentami o popularności, zainteresowaniu i żyznym rynku dla marketingu, w narzekaniach na kalendarz z jednym zgadzam się w stu procentach – Puchar Świata jak najszybciej powinien wrócić do Ameryki Północnej. I to na więcej niż jeden weekend.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>