Skoki w Kuusamo. Dlaczego nie?

Film „Niekończąca się opowieść” z 1984 roku został przez użytkowników Filmweb wyceniony na 7,3 punktu. Wolfgang Petersen nie mógł przypuszczać, że jego kontynuację nagrają na północy Finlandii, a za reżyserkę zabierze się wyjątkowo żywiołowy i nieporadny reżyser, Jury Meeting.

Kontynuacje filmowe mają to do siebie, że nawet niewprawny obserwator zauważy podobieństwa z produkcją-matką. Zazwyczaj też są od oryginału dużo słabsze, momentami irytujące, a już na pewno robione wyłącznie z myślą o pieniądzach. Niemal wszyscy odbiorcy prędzej czy później orientują się z tej kaszanie, marząc albo o wyłączeniu filmu, albo żeby ten wreszcie się skończył. Mniejszość stanowią producenci i ewentualnie ci, którzy mieli np. szansę pobyć chwilę na planie. Tylko że Rukę na żywo widziało niewielu.

Nakładem miliona euro organizatorzy Nordic Opening nabrali FIS, że świat (przede wszystkim oni sami) zasługuje na skoki narciarskie w Kuusamo. Że to już tradycja, jest u nich pięknie, że mają śnieg i tym razem na pewno nie będzie wiało. Za tę skromną sumkę Rukatunturi zostanie lepiej osłonięta od wiatru i uzupełniona o działający (to ważne) system mrożenia rozbiegu. Finowie, żeby posypać głowę popiołem, polecieli aż do Meksyku, obiecując też przed obliczem komisji kalendarzowej przewietrzenie szeregów swojej ekipy organizacyjnej, której zeszłoroczna praca na skoczni była nie tyle żenująca, co po prostu śmieszna.

Milion euro to suma wystarczająca do budowy kompleksu trzech doskonałych do treningu dzieci obiektów lub zapewnienia juniorom solidnego treningu na kilka zim. O tym jaki ten poziom jest teraz napisano już wiele, jednak dla Miki Kulmali ważniejsze jest – i tutaj żartów nie ma – że kadra seniorów „przetrze się” przed lutowymi mistrzostwami świata. Tak, tak, przetrze. Z pewnością trzy miesiące wcześniej to już najwyższa ku temu pora.

Ale nawet doceniając nietuzinkową wizję szkoleniową Kulmali, nie sposób zastanowić się dlaczego nie chciałby przecierać swoich skoczków na obiekcie, gdzie nie odwoływano bądź przenoszono konkursów jedenaście razy w ciągu czternastu lat. W miejscu, któremu serwis Windfinder wylicza na zimę mniejszą średnią siłę wiatru niż osiem metrów na sekundę (dla przykładu na równie wietrznym Holmenkollen wieje zwykle ok. 3 m/s). W miasteczku, do którego chce się jechać z myślą o rywalizacji, a nie z zapasem książek, by całkowicie nie zmarnować tygodnia życia.

Po wymianie opinii z Kamilem Wolnickim, czytaniu corocznych zachwytów narciarzy i godzinach spędzonych przed telewizorem w oczekiwaniu na konkurs zdaję sobie sprawę, że Kuusamo jest na swój sposób magiczne i chce się do niego wracać. Tylko że, moi drodzy, każda magia kiedyś się kończy. Jeśli dostrzegli to nawet twórcy sequeli „Harry’ego Pottera”, powinna dostrzec i FIS. Niestety Jury Meeting dalej chce kręcić „Oszukać przeznaczenie”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>