Archiwa tagu: biegi narciarskie

Pokolenie rzucone na pożarcie. Nie ma już dla nich ratunku

Minęły trzy lata, odkąd z pracy na rzecz polskiego narciarstwa uciekł Ivan Hudac i w tym czasie ani razu nie zdarzyło się któremuś z jego następców zostać dłużej niż jedną zimę. W 2015 roku z posad trenerów kadry odsunięto Janusza Krężeloka i Wiesława Cempę, by zastąpić ich „nadzieją na Pjongczang” Miroslavem Petraskiem. To miał być eksperyment. Czech wziął pod skrzydła zespoły obu płci, po czym zharmonizował logistykę pracy i dał poczucie profesjonalizmu. Nic dziwnego, że po sezonie 2015/16 ogólny wizerunek naszych biegów roboczo nazwano „krokiem naprzód”. Szkoleniowiec miał w planach postawić drugi, ale nagle „nadzieję na Pjongczang” zwolniono i ku zdumieniu zawodników przywrócono na stanowiska Krężeloka i Cempę. Czytałem ten fragment cztery razy, żeby na pewno nie pomylić faktów i kolejności.

Pierwsza-kolejna zima „od nowa” wypadła nieźle. Maciej Staręga zajął 8. miejsce w sprincie o mistrzostwo świata, jego koledzy nie tracą już do czołówki zawodów godziny tylko pół, a storpedowana chorobami, kontuzjami i macierzyństwem kadra kobiet zdołała cudem załapać się na stypendium i awans do igrzysk. Dziewczyny kolejny raz w karierze wyszły z mentalnego dołka i na mniej niż 300 dni do Pjongczangu uwierzyły, że piętnaście lat na nartach da im coś więcej niż zdemolowane zdrowie. Nic więc dziwnego, że oskarżany przed dwoma laty o brak zaangażowania w pracę Krężelok tym razem jest chwalony za postęp. Cempa jednak – facet, który w rok cudem ulepił bałwana z błota – kolejny raz idzie w odstawkę. W lakonicznym uzasadnieniu napisano, że nie wszystkie zastosowane formy organizacyjne sprawdziły się i zaszła potrzeba usprawnień. Jego miejsce zajmie człowiek zupełnie nowy w środowisku, który za pięć dwunasta z pewnością da tej ekipie nową jakość – dotychczasowy asystent.

Nie mogę patrzeć, jak kadrę, której dwa lata temu same biegaczki wróżyły medale i „zaprowadzanie porządku na podium”, poniewiera się, jakby chodziło o piłkarskiego czwartoligowca z osiedlowymi pijakami w składzie. Dorosłe kobiety z roku na rok są zostawione same sobie, bez celu, nadziei i nawet cienia złudzenia, że jeśli znów zaufają komuś z zewnątrz i przeharują pół roku, to praca przyniesie jakikolwiek efekt. Po kontuzji rehabilituje się Sylwia Jaśkowiec. Pani Sylwio, tu nie ma do czego wracać. Co z tego, że w sportach wytrzymałościowych sukces daje wyłącznie systematyczność i organizacja, skoro w Polskim Związku Narciarskim wizje i metody treningu zmieniane są jeszcze szybciej niż loga sponsorów na związkowych kurtkach? To pokolenie zostało rzucone światu na pożarcie. Skończy się za rok, dwa, może cztery lata; odejdzie z poczuciem, że w każdym innym kraju z materiału o takim potencjale można było wycisnąć o kilkaset punktów Pucharu Świata więcej.

***

Za pokolenie stracone powinni przyjść juniorzy i całe szczęście, że dorastają w czasach, gdy stały wyjazd za granicę da się zorganizować w tydzień. Szczęście też, że nowa fala nie ma na oczach klapek i taka Iza Marcisz, małoletnia medalistka ostatnich mistrzostw Polski, przyznała po sukcesie, że najchętniej to uciekłaby dla kariery do Norwegii. W kadrze młodzieżowej też doszło teraz do zmian. Ma zostać rozwiązana i przekształcona w kilka grup regionalnych szkolonych w okręgach. Jest to o tyle neutralne dla wyników, że tych w minionych sezonach nie było prawie żadnych. Z odkrytych talentów młodego pokolenia można wymienić jedynie nietkniętą jeszcze wirusem beznadziei Monikę Skinder, a także Dominika Burego, którego Krężelok wraz z drugim zatrudnieniem pociągnął za sobą z młodzieżówki do seniorów i Mateusza Haratyka – najlepszego Polaka w ostatnich MŚJ. O ile pierwszy przemęczył dzieciństwo w strukturach szkolenia centralnego, drugi pomimo powołań uznał, że lepiej i skuteczniej wyszkoli się ze swoim trenerem w Szczyrku.

Działacze wielokrotnie dawali odczuć środowisku, że kadra młodzieżowa obchodzi w Polsce tylko pokręconych zapaleńców i już pal sześć historię o tym, jak na obozie w Szwecji zobowiązano dzieci do noszenia ubrań zakontraktowanej przez związek firmy, nie przesyłając im choćby wystarczającej liczby kompletów na zmianę. Zwolniony teraz z „młodzieżówki” duet trenerski nie miał prawa odnieść sukcesu, skoro Urszuli Migdał wśród biegaczy nie lubi prawdopodobnie nikt, a Adama Kwaka do nowej roli wypchnięto bez grama doświadczenia. Wcześniej w PZN pracował jako fizjoterapeuta i nie rościł żadnych żądań przebranżowienia. Został o to poproszony przez tych samych ludzi, którzy go teraz wyrzucili. Logiczne.

Ognisko, gitara, piwo i Bjoergen. Holmenkollen jak Tour de France

_IGP5414

Przeszkadzają zawodnikom dymem z palonych ognisk. Piją alkohol, wrzeszczą, do nocy grają na gitarze, ale nigdy nie zdepczą trasy biegowej. Dzikie tłumy kibiców przez trzy dni Pucharu Świata bawią się i śpią w lasach na Holmenkollen. To właśnie – zachwycają się narciarze – jest najpiękniejsze kibicowanie na świecie.

Lokalne prawo allemannsretten mówi, że każdy przebywający w Norwegii może na dwie doby znaleźć schronienie gdzie chce, pod warunkiem, że rozłoży biwak co najmniej 150 metrów od zabudowań. Każdej zimy na wzgórzu Holmenkollen korzysta z tej możliwości kilkadziesiąt tysięcy kibiców, którzy budują miasteczka namiotowe, palą ogniska, grają na gitarach i czekają na najważniejsze narciarskie wydarzenie sezonu – królewskie biegi na 50 i 30 kilometrów.

To nie są tylko zawody sportowe”

Nie da się zimą przejść po Oslo i nie zobaczyć kogoś z nartami w rękach. Latem trudno znaleźć sklep sportowy, w którym na osobnej ścianie nie wisiałyby nartorolki, zwłaszcza że ich użytkownicy mają na ulicach te same prawa co samochody. Byli norwescy biegacze projektują autorskie kolekcje ubrań Continue reading Ognisko, gitara, piwo i Bjoergen. Holmenkollen jak Tour de France

Panteon rozczarowanych. Nie dla wszystkich Lahti jest szczęśliwe

Albo nie startują, albo nie mają formy, albo tracą medal, gdy ten prawie już wisi im na szyi. Mistrzostwa świata są raz na dwa lata. Rozczarowanym nie trzeba tego dodatkowo przypominać.

Konkurs indywiudualny na normalnej skoczni, druga seria. Kamilowi Stochowi brakuje kilkadziesiąt centymetrów do podium. – Jestem sfr… nie, nie jestem sfrustrowany. Jestem rozczarowany – rzuca do dziennikarzy i tak spokojny Polak. W powietrzu czuć, że miał apetyt na więcej.

Dziennikarzom i tak nic nie powie”

Z trzech szans, które Stoch miał na medale przed wyjazdem do Lahti, przed czwartkiem nadal zachował dwie. Biegaczka Stina Nilsson – nazywana czasami nową królową sprintu – zostawiła sobie jedną, w dodatku najmniej satysfakcjonującą dla sportowego ego. Bo to sztafeta, w której brak medalu Szwedek byłby czymś w rodzaju braku wygranej polskich piłkarzy nad San Marino. Ale Nilsson, która w styczniu walczyła o zwycięstwo w Tour de Ski, w Lahti nie idzie.

- Ta dziewczyna prawie nigdy nie powie dziennikarzom wprost, że coś jest nie tak Continue reading Panteon rozczarowanych. Nie dla wszystkich Lahti jest szczęśliwe