Archiwa tagu: finlandia

Widzę Lahti #3 [20.02]: „Sport saute”

Są w sporcie dyscypliny, które z różnych perspektyw widać inaczej. Przykłady są blisko – wystarczy najpierw obejrzeć mecz w telewizji, a w następnej kolejce pójść na stadion. Dwa światy. A to nie wszystko, bo drzwi następnego otwierają się, gdybyśmy z trybun zeszli na murawę. Liczy się tylko gra, rywal, piłka, bramka. Kibice są gdzieś w tle, poza sprawą. Podobnie jest w skokach narciarskich.

Świat trybun, a świat rozbiegu i zeskoku. Świat muzyki, spikera, trąbek i wina z termosu, a przenikliwej ciszy, dźwięku poruszających się na wietrze choinek czy dmuchaw oczyszczających tory najazdowe ze świeżego opadu. I najwspanialsze dla ucha nuty przecinanego nartami powietrza. Niby to samo miejsce – skocznia – a tak bardzo inaczej. Magicznie.

Przez ostatnią dekadę wokół sportu narosła potrzeba sztucznego budowania show. Potrzeba albo trend. Wiele dyscyplin nie istnieje dziś bez przygrywek i wodzirejów, ale coraz częściej mam wrażenie, że poszło to za daleko. Że szczery wyczyn sportowy ukrył się gdzieś za emocjami sterowanymi i doszło do sytuacji, w której sport przestał być czegoś powodem. Stał się tylko okazją.

Tym bardziej cieszy, że będąc odbiorcą skoków narciarskich da się nadal przestawiać zmysły. Że można usiąść na schodkach, zawiesić wzrok na ośnieżonych choinkach i przenieść się myślami gdziekolwiek. I skupić wówczas uwagę na tańczącej w dłoni trenera fladze czy skoncentrowanych na pracy, marznących wzdłuż zeskoku sędziach. I skokach. Jak kiedyś ci, którzy na stadiony i do hal przychodzili po prostu powdychać sport.

PS. Jak dźwięki wiatru zamieniają się w kakofonię, to powyższy tekst traci na znaczeniu. Bo ani sportu nie ma, ani zabawy trybun.

Widzę Lahti #2 [19.02]: „Rozruszać trupy”

Wokół Lahti Ski Games kręci się więcej Polaków, niż wskazują na to telewizyjne transmisje. Oprócz dwóch kombinatorów, sześciu skoczków, czworo biegaczy (tylu w sobotę pobiegnie w sprincie łyżwą) i członków sztabów, na obiektach Salpausselki rejowską mowę usłyszeć można też z innych stron. Z ust dziennikarzy coraz rzadziej, bo odkąd skoczkowie obniżyli loty, na zagraniczne zawody przyjeżdża ich coraz mniej. Brutalna, ale prawda.

Stanisław Okas i Małgorzata Juvonen to praktycznie „tutejsi”. Ojciec młodych skoczków w Finlandii żyje od 1990 roku i przez hobby dzieci narty ogląda kilkaset razy w roku. Tym razem pełni funkcję sędziego odległościowego, i to najlepszego, bo stoi przy linii hill size. – Na nartach jeździć nie mogę, bo bolą kolana. Ale jak tylko są u nas zawody, angażuję się. To fajna sprawa, jestem przy organizacji od 2001 roku. Pamiętam dzieciaczka Murańkę, pamiętam mistrzostwo Małysza. Czas leci – wspomina Juvonen, dobry duch biało-czerwonych, wieloletnia attache naszej reprezentacji. Trwa konkurs, a my zastanawiamy się, jak – i czy w ogóle da się – rozruszać garstkę ponurych kibiców. Siedzą cicho, pada na nich śnieg i gdyby nie chętne do zabaw dzieci, staliby tak nie zauważając nawet, że zawody już się skończyły. Ale czy można im się dziwić, skoro najlepszy Fin był w piątek trzydziesty szósty?

Na przyszłorocznych mistrzostwach świata za rozruszanie martwych trybun odpowiedzialni będą kolejni Polacy – Crowd Supporters. Ci od zakopiańskiego „white and red wonderland”, ci sami, którzy w Soczi zabawiali trybuny świętujące dwa złote medale Kamila Stocha. Ale tym razem czeka ich prawie misja niemożliwa, bo wystąpią w kraju, którego hymn mógłby być o introwertyzmie. Mikee i Ucho – zawsze głośni, pozytywni i pełni entuzjazmu. Kibice w Lahti – gdyby nie trąbki, zapomniałbym, że w ogóle przyszli.

Widzę Lahti #1 [18.02]: „Cel podróży”

Szkoda, że zazwyczaj, gdy latam samolotem, pogoda na dole musi być kompletnie do dupy. Niby to tylko Bałtyk, ale o ile milej leciałoby się widząc zamiast chmur płynące dokądś kontenerowce i rzucające się w oczy białe promy. Nie uświadczyłem. Lot z Gdańska do Turku trwał nieco ponad godzinę. Wsiadasz, stewardessy coś sprzedają, lądujesz. I już.

Finlandia. Nigdy nie byłem fizycznie, a bardzo często myślami lub z pomocą telewizora. Dla fanatyka narciarstwa klasycznego to przecież jedno z tych państw, na których wspomnienie serce zaczyna bić szybciej. Bo i podbiegunowa Ruka, i Vuokatti, i Kuopio, albo znana z reklamy samochodów Kaipola czy wreszcie Lahti to wszystko nazwy-legendy. Miejsca i wydarzenia z nimi związane również.

- Polacy? – zagaił jeszcze na stacji w Turku Dominik. Ubrany w ciepłą, ale trochę zużytą już puchówkę, ze starą torbą w dłoni zaczął snuć swoją historię. Że w Polsce to za dwa dwieście na łapę nie wyżyje, że tuła się po Europie i oferuje to, co ma najlepszego. Chce iść na studia, myślał o automatyce i robotyce, ale póki co przez pół roku będzie w Hämeenkoski obsługiwał wózek widłowy. Jak wcześniej w Holandii i Wielkiej Brytanii.

Lubi oglądać skoki, pamięta sukcesy Małysza i to, że w Falun ekipa Łukasza Kruczka uratowała sezon medalem w drużynie. Ale on do Finlandii na Puchar Świata się nie wybiera, chociaż tak samo jak my wierzy, że Skandynawią się zachwyci. – Jestem tu, bo chcę żyć godnie – mówi z optymizmem, po czym spuszcza wzrok na buty. A ja się kurwa martwię, że nie było widać Bałtyku…