Archiwa tagu: finlandia

Widzę Lahti #2 [19.02]: „Rozruszać trupy”

Wokół Lahti Ski Games kręci się więcej Polaków, niż wskazują na to telewizyjne transmisje. Oprócz dwóch kombinatorów, sześciu skoczków, czworo biegaczy (tylu w sobotę pobiegnie w sprincie łyżwą) i członków sztabów, na obiektach Salpausselki rejowską mowę usłyszeć można też z innych stron. Z ust dziennikarzy coraz rzadziej, bo odkąd skoczkowie obniżyli loty, na zagraniczne zawody przyjeżdża ich coraz mniej. Brutalna, ale prawda.

Stanisław Okas i Małgorzata Juvonen to praktycznie „tutejsi”. Ojciec młodych skoczków w Finlandii żyje od 1990 roku i przez hobby dzieci narty ogląda kilkaset razy w roku. Tym razem pełni funkcję sędziego odległościowego, i to najlepszego, bo stoi przy linii hill size. – Na nartach jeździć nie mogę, bo bolą kolana. Ale jak tylko są u nas zawody, angażuję się. To fajna sprawa, jestem przy organizacji od 2001 roku. Pamiętam dzieciaczka Murańkę, pamiętam mistrzostwo Małysza. Czas leci – wspomina Juvonen, dobry duch biało-czerwonych, wieloletnia attache naszej reprezentacji. Trwa konkurs, a my zastanawiamy się, jak – i czy w ogóle da się – rozruszać garstkę ponurych kibiców. Siedzą cicho, pada na nich śnieg i gdyby nie chętne do zabaw dzieci, staliby tak nie zauważając nawet, że zawody już się skończyły. Ale czy można im się dziwić, skoro najlepszy Fin był w piątek trzydziesty szósty?

Na przyszłorocznych mistrzostwach świata za rozruszanie martwych trybun odpowiedzialni będą kolejni Polacy – Crowd Supporters. Ci od zakopiańskiego „white and red wonderland”, ci sami, którzy w Soczi zabawiali trybuny świętujące dwa złote medale Kamila Stocha. Ale tym razem czeka ich prawie misja niemożliwa, bo wystąpią w kraju, którego hymn mógłby być o introwertyzmie. Mikee i Ucho – zawsze głośni, pozytywni i pełni entuzjazmu. Kibice w Lahti – gdyby nie trąbki, zapomniałbym, że w ogóle przyszli.

Widzę Lahti #1 [18.02]: „Cel podróży”

Szkoda, że zazwyczaj, gdy latam samolotem, pogoda na dole musi być kompletnie do dupy. Niby to tylko Bałtyk, ale o ile milej leciałoby się widząc zamiast chmur płynące dokądś kontenerowce i rzucające się w oczy białe promy. Nie uświadczyłem. Lot z Gdańska do Turku trwał nieco ponad godzinę. Wsiadasz, stewardessy coś sprzedają, lądujesz. I już.

Finlandia. Nigdy nie byłem fizycznie, a bardzo często myślami lub z pomocą telewizora. Dla fanatyka narciarstwa klasycznego to przecież jedno z tych państw, na których wspomnienie serce zaczyna bić szybciej. Bo i podbiegunowa Ruka, i Vuokatti, i Kuopio, albo znana z reklamy samochodów Kaipola czy wreszcie Lahti to wszystko nazwy-legendy. Miejsca i wydarzenia z nimi związane również.

- Polacy? – zagaił jeszcze na stacji w Turku Dominik. Ubrany w ciepłą, ale trochę zużytą już puchówkę, ze starą torbą w dłoni zaczął snuć swoją historię. Że w Polsce to za dwa dwieście na łapę nie wyżyje, że tuła się po Europie i oferuje to, co ma najlepszego. Chce iść na studia, myślał o automatyce i robotyce, ale póki co przez pół roku będzie w Hämeenkoski obsługiwał wózek widłowy. Jak wcześniej w Holandii i Wielkiej Brytanii.

Lubi oglądać skoki, pamięta sukcesy Małysza i to, że w Falun ekipa Łukasza Kruczka uratowała sezon medalem w drużynie. Ale on do Finlandii na Puchar Świata się nie wybiera, chociaż tak samo jak my wierzy, że Skandynawią się zachwyci. – Jestem tu, bo chcę żyć godnie – mówi z optymizmem, po czym spuszcza wzrok na buty. A ja się kurwa martwię, że nie było widać Bałtyku…