Archiwa tagu: język

Słowa, które się lubi

Dla rozrywki spytałem kilkoro znajomych: jakie jest twoje ulubione słowo? Nie miałem zamiaru robić z tej rozrywki wielkiego badania. Tylko – i nic więcej – próbowałem zrozumieć ich wybory.

Pytałem tak ludzi trzy razy. Za pierwszym najbardziej spontanicznie, nagle, bez większych ambicji do przemyśleń. Gracjan wziął zdaje się łyk wina i bez zastanowienia rzucił: Partidazo! Potem – oczywiście zastrzegłem ten obowiązek w regulaminie zabawy – wytłumaczył, że wziął to z języka hiszpańskiego. Partidazo to niewiarygodny mecz, spotkanie piłkarskie o wielkiej wadze i z graczami o umiejętnościach… Dobrze, po prostu chodziło o Real Madryt-FC Barcelona. „Partida” oznacza grę. Połączona z „-azo” staje się grą nie do zapomnienia, jak wszystko, co w hiszpańskim ma taką końcówkę.

Dla pracującego jako producent filmowy Janka liczy się w życiu kolaudacja. – It makes me happy – wytłumaczył po angielsku, bo kolejny w kolejce był Włoch Roberto. Kolaudacja bowiem to w branży taki moment, że po niej już wszystko jest skończone. Przedpremierowo projekt oglądają zaangażowani w jego powstanie. Jak mówią, że jest dobrze, można pakować sprzęt.

Roberto: – Maggio. Because that month nature grows. The World is creating again.

- Maj brzmi ładnie, wytłumaczenie też. A jak wytłumaczyć, dlaczego mebel nazwano pufa?spytała Paulina, która poszła w stronę śmiesznych słów, zaraz potem wymieniając jeszcze tapczan. Na to podniosła się dyskusja, czy przypadkiem na pufę nie powinno mówić się „puff” Tak – zauważył Roberto – jest np. we włoskim i francuskim.

Ja zdecydowanie najbardziej lubię mówić avalanche - po angielsku i francusku oznacza to lawinę, czyli coś strasznego i niebezpiecznego, a mimo to o wyjątkowo miłej i miękkiej nazwie. Nazywanie lawiny w ten sposób to prawie tak jak mówienie „miś” na zwierzę, które potrafi zabić jednym ruchem łapy. Anglicy dobrze zrobili, że sobie to „awalansz” wzięli. Dziwne jednak, że z kraju, którego nie lubią, ukradli aż 30 procent wszystkich zapożyczeń.

Avalanche, avalanche, avalanche. Ładne.

Potem była przerwa w eksperymencie i drugi wieczór – w gronie innych znajomych – przyniósł m.in. przekąski, warząchew (to trochę casus Pauliny i jej pufy), skojarzony z ciepłem i domem kocyk, conesse, co podobno w jakimś języku oznacza prostytutkę, oraz myśl. – To słowo ma piękne znaczenie. Niech każdy w społeczeństwie zacznie robić to, co oznacza to słowo, i będzie wspaniale. Fajne jest też „myśl” jako konkretna idea, pomysł – tłumaczyła Kasia.

Kasia przemyślała sprawę. – Ważne jest, czy ktoś zapytany o takie słówko ma czas na odpowiedź, czy musi rzucić je od razu. Jak pierwsze – wymyśli coś dobrego. Jak szybko – będzie spontan, czasami do poprawki, bo potem okaże się, że jest coś jeszcze. Ja zamiast myśli teraz mogłabym powiedzieć piciuś. Tak nazywała się moja poduszka z dzieciństwa. To dopiero wspomnienie!

Z racji zamiany i jej uzasadnienia więcej pytań o słowa nie było. Stało się jasne, że te ulubione najczęściej kojarzą się z życiem i wspomnieniami. Gracjan od partidazo to przecież fan futbolu, Jasiek to filmowiec, ja kocham zimę. Stało się to tym bardziej oczywiste, gdy Martyna – zakochana w podróżach i przygodzie bardziej niż w chłopakach – uzasadniła, dlaczego wybrała na ulubione słówko letnisko.

„Jest lato, dwadzieścia trzy stopnie, las, jezioro, leżaki, stary ośrodek FWP z zapachem gofra w powietrzu, na stole domowy placek z rabarbarem i lemoniada, a wokół na leżakach siedzą twoi znajomi lub rodzina. Rozmawiają, śmieją się, czujesz beztroskę i niespieszenie. Nic się nie dzieje. Nie ma fajerwerków, nie ma zdjęć, nie ma pozowania, nie ma wybuchów głośnego śmiechu ani podniesionego głosu. Tylko przyjemny, stonowany gwar. Wszyscy są zrelaksowani, wszyscy są obecni, w tym momencie, tu i teraz. To jest kwintesencja letniska.”