Archiwa tagu: łukasz kruczek

Procent Kruczka w Horngacherze

W pierwszej chwili po zatrudnieniu w Polsce Stefana Horngachera pomyślałem, że ten człowiek może wiedzieć, jak wygrywa się Turniej Czterech Skoczni. Trafił do kraju, w którym od tego miejsca się zaczęło, a – jak wychwycił to w piątek Severin Freund – na powtórzenie sukcesu czekał długie szesnaście lat. Horngacher, abstrahując od tego, jakim jest trenerskim fachowcem, dobrze czuł problem tego środowiska i z pewnością rozumiał ciśnienie Kamila Stocha, skoro sam dwa razy prawie stawał na podium. Bywał piąty, ostatni raz w zimie, gdy po jego prawej stronie kluczyki do Audi odbierał Adam Małysz.

Jeśli się uprzeć, można powiedzieć, że pan Stefan po szesnastu latach zrobił swoje. To nic, że nogami innych, skoro głową po części i tak swoją. Nie ma sensu po raz kolejny pisać, że „poukładał kadrę na nowo”, „odświeżył relacje wewnątrz grupy”, „nawiązał do wielkich tradycji”, „wykrzesał z Polaków całą moc” i „zaszczepił mentalność zwycięzców”. To jasne. Warto natomiast zauważyć, że jeśli Austriak tego dokonał, oznacza, że kiedyś kadra była już poukładana, miała świeże relacje, było komu budować tradycję i pracowali u nas szkoleniowcy od zera kreujący moc biało-czerwonych. W latach 2008-2016 m.in. Łukasz Kruczek.

Nie podoba mi się, że tak szybko zapomnieliśmy o jego dokonaniach. Wiosną był czas, że działacze – zamiast podawać mu rękę – najchętniej by nią go zdzielili po głowie. Zeszłej zimy tweety i opinie kibiców na temat szkoleniowca przypominały te, jakimi pluto po decyzji o jego zatrudnieniu. Nie mieliśmy bladego pojęcia jego o sposobie widzenia skoków narciarskich. Ale wyrokowaliśmy. Później – po latach nauki na żywym organizmie (to oczywiste, że gdzieś musiał się uczyć i nie przeczę, że PZN zagrało wtedy all-in) –przyszło nam posypać głowy popiołem. Mistrzostwo świata i medal w drużynie po trzech miesiącach od ucieczki znad przepaści dymisjonowania się (2012, Kuusamo), dwa złote medale olimpijskie, Kryształowa Kula i czterech skoczków ze zwycięstwem w zawodach Pucharu Świata to za dużo jak na przypadek. Kruczek kochał technologie, nowinki, dużo o skokach czytał i dużo potrafił mówić. Kiedy w Klingenthal umówiliśmy się na materiał dot. fizyki skoku, przyszedł na godzinę przed serią próbną. Skończyło się tak, że przez radio musieli go wołać na gniazdo i przez ani sekundę nie czułem, że czegoś nie wie.

Komitywa Kruczek-ekipa wypaliła się z wielu przyczyn. Wiele się w tamtej kadrze udało, sporo nie udało, a ostatnia jego zima przypominała alpinistę schodzącego z Czomolungmy ze złamaną nogą. Takiego, co zna drogę i metody, ale brak mu argumentów w sensie fizycznym. Kruczek nie wygrał Turnieju Czterech Skoczni, bo zwykle szykował szczyt formy na imprezę docelową, trochę jak Justyna Kowalczyk, która szybkość i moc osiągała w miarę rozpędzającego się sezonu. Nie wygrał, bo zawsze znajdowali się lepsi, bo zawsze ktoś inny odpalał z nowinką. Nie wygrał, bo jego skoczkowie byli młodsi niż są teraz i mieli gorętsze głowy. Ale to nie znaczy, że nie próbował. Miesiąc po słynnym spotkaniu w Kuusamo Stochowi zabrakło dwóch punktów, by wyprzedzić w TCS trzeciego Toma Hilde. A kombinezony? Można zapomnieć, ale przed czekoladkami były malinki. I już wtedy z materiału do stroju wyszywano Polakom rękawice, których w Soczi zazdrościł nam nestor Noriaki Kasai. Dzisiaj dłoni-lotek używają w powietrzu wszyscy, a Słoweńców te lotki powiodły rok temu do historii. Nawet prawie anonimowego Tilena Bartola.

Różnica między Kruczkiem a Horngacherem nie tkwi w umiejętnościach trenerskich, ale w etapie, w jakim się znaleźli, czując pod ręką materiał na mistrzów. Stefan przez lata terminował i podglądał, Łukasz miał na to raptem pięć lat. Austriak dostał nad Wisłą ekipę gotową do wygrywania, ale ta sama się do Pucharu Świata nie wcisnęła. Najpierw tysiącami godzin rozmów, analiz i nieprzespanych nocy wypracował to nasz „mistrz Uniwersjad”.

Kruczek odszedł po cichu

Nie było owacji i wspominania pięknych chwil. Łukasz Kruczek opuszczał gniazdo trenerskie tylnymi drzwiami.

kruczek

Najpierw pojawił się artykuł Roberta Błońskiego i cała związana z nim burza. Chwilę potem oświadczenia najprawdopodobniej pisane przez działaczy PZN na kolanie, żeby tylko wyjść z sytuacji z twarzą. A potem nikt o nic już nie pytał. Łukasz Kruczek od dawna nie mógł wewnątrz ekipy liczyć na rodzinną atmosferę, ale nie mógł też narzekać na brak komfortu odchodzenia w spokoju. Robił swoje, podkreślając, że do końca zimy jego zaangażowanie nie spadnie. Mimo to stał się nieobecny, wyautowany i zadumany. Inny. Continue reading Kruczek odszedł po cichu

Kruczek wylatuje z gniazda, idzie wiatr zmian. Oby pod narty

trener

Czy bałem się, gdy sportowe marnotalencie obejmowało najważniejszą zimową drużynę w Polsce? Trochę. Czy rozpływałem się w zachwytach nad cudotwórcą, który wyprowadził nasze skoki na szczyt? Tak, po każdym medalu mistrzowskiej imprezy (Na przykład w tym tekście). Czy cieszę się, że ten geniusz znajdzie teraz nowe zawodowe cele? Owszem. Co chciałem to napisałem, można stawiać kropkę. Tylko że to nie takie proste. Continue reading Kruczek wylatuje z gniazda, idzie wiatr zmian. Oby pod narty