Archiwa tagu: skoczniołazostwo

Pan Artur i jego wertykalne 500+

O skoczniołazach – moich serdecznych kolegach – już na tym blogu było. Ale że w „Przeglądzie Sportowym” jeszcze nie, to tekst, który dla niego powstał, warto chyba zamieścić i tutaj. Zwłaszcza że Rekordzista Polski – Artur Bała – właśnie dobił do pięćsetnej odwiedzonej skoczni w życiu.

Marzec 2016 roku. Grupa w składzie Mikołaj Szuszkiewicz, Maciej Nowak, Paweł Korzeniowski i Artur Bała w drodze na finał Pucharu Świata w Planicy zwiedzają wieżę sędziowską skoczni w Bad Heilbrunn. W środku – zamiast niczego, jak zwykle bywa w podobnych sytuacjach – na półkach są historyczne plakaty, albumy ze zdjęciami, w tym takimi Adama Małysza z samego początku kariery. Czyli jeszcze z kolczykiem w uchu. Kwartetowi odkrywców świecą się oczy. Spędzają tam kilkadziesiąt minut, wszystko nagrywają kamerą.

– Ależ to cholernie korci, taka pamiątka.
– Wykluczone!
– Ale korci mnie.
– Nie wolno.

Korciło oczywiście Bałę – największego kolekcjonera pamiątek związanych ze skokami narciarskimi, a przy okazji największego w Polsce kolekcjonera odwiedzonych skoczni, których licznik właśnie przekroczył 500. Tak, pięćset. Dla porównania, w najbliższym sezonie w kalendarzu zmieszczono 21, a wszystkich czynnych w Polsce jest 22.

Skocznia–matka jest w USA

Ma 26 lat, mieszka w Katowicach. Zawodowo trzyma się z dala od sportu, podobnie geograficznie, bo notorycznie narzeka, że w jego okolicy nigdy nie istniał żaden obiekt do skakania. – Jak już będę bogaty, to zbuduję tu po swojemu pierwszą skocznię. Od dawna – zarzeka się – mam upatrzone miejsce. Continue reading Pan Artur i jego wertykalne 500+

Skocznię na górce pokazał John Cleese z Ptaszkowej

 

Mimo że wyprawę szumnie nazwaliśmy „bieszczadzką”, w istocie ani na sekundę nie wjechaliśmy w Bieszczady. Zamiast oglądać połoniny, Solinę i wszystkie te klimatyczne bary dla turystów, jeździliśmy od wsi do wsi i zawracaliśmy miejscowym głowę, pytając, czy pamiętają, jak w pobliżu funkcjonowała kiedyś skocznia narciarska. W Przemyślu nie zdążyliśmy wjechać do centrum, w Sanoku zobaczyć wystawy prac Beksińskiego, a w Mielcu – zamiast zwiedzić na przykład odnowiony stadion Stali – w deszczu szlajaliśmy się godzinę po osiedlu Cyganów. Po skoczni nie było śladu. Wyliczyliśmy, że odkąd zaczęliśmy podróżować za skoczniami, zobaczyłem ich już 171, Artur prawie 300, a Mikołaj, Mikołaj miał na pewno o siedem mniej od Artura. Bo on już raz był w niebieszczadach i kilka wizytowanych tym razem miejsc widział.

- To po co znowu tam jechał? Continue reading Skocznię na górce pokazał John Cleese z Ptaszkowej

Skoki na Podhalu. Wielka Krokiew to tylko smutny pomnik [REPORTAŻ]

Przez trzy dni przekonywaliśmy się, że podhalańskie skoki narciarskie kończą, a nie zaczynają się na Wielkiej Krokwi. Tylko że z miejsc, gdzie się zaczynały, zostały leśne przecinki, wspomnienia i żal.

Po zalodzonej nieodśnieżanym śniegiem drodze przejeżdżało tu co najwyżej kilka samochodów. Trasa prowadzi właściwie donikąd i używają jej przede wszystkim okoliczni mieszkańcy. Ich widok kompleksu sportowego na skraju Pańskiego Lasu nie dziwi. Dźwięk zwalniających samochodów dotyczył wyłącznie tych zarejestrowanych gdzieś indziej. Jedni zatrzymali się na zdjęcie, pozostali zwalniali na chwilę zobaczyć pięciu chłopów brodzących w śniegu na nieużywanym o tej porze roku boisku. Czyli nas, którym wcale o boisko nie chodziło.

Małysze na śniegówkach

- Jasny gwint, jakie to jest piękne – wykrzyczał po wyjściu z samochodu Artur, który chociaż na 25-metrowej skoczni w Skawicy już był, zimą jej jeszcze nie widział. Przyklejona do nierównego zbocza, z za dużymi drewnianymi bandami, których wytyczenie było raczej frywolną wizją artystyczną, piękną wieżą sędziowską i przesuniętym w prawo naturalnym rozbiegiem była dokładnie taka, jakiej chcieliśmy. W dodatku – mimo że za budowę konstrukcji zabrano się tutaj dobre dwanaście lat temu – zadbana i prawie gotowa do przypięcia nart.

Mimo założonych na rozbiegu śladów nikt w tym momencie w Skawicy nie skakał. Continue reading Skoki na Podhalu. Wielka Krokiew to tylko smutny pomnik [REPORTAŻ]