Archiwa tagu: skoki narciarskie

Będziemy mieli turniejek w skokach. A już dawno mógł być turniej

W weekend 18–20 sierpnia Polski i Czeski Związek Narciarski zorganizują transgraniczny turniej skoków narciarskich. „Beskydy Tour” to mniejszy kuzyn idei, o której dyskutuje się w środowisku od lat. Polacy od dawna chcieli naśladować Turniej Czterech Skoczni, ale teraz w Pucharze Świata poukładało się tak, że zrobiło się za późno.

Skoczkowie będą skakać w „Beskydy Tour” trzy dni z rzędu. Skijumping.pl podał, że na początek przyjadą na obiekt K-120 do Wisły-Malinki, potem na Skalite K-95 do Szczyrku, a na koniec do czeskiego Frensztatu (K-95). Całość to część Letniego Pucharu Kontynentalnego, czyli drugiej pod względem ważności ligi FIS.

Beskydy Tour – pomysł wytarty z kurzu

W związku z sukcesami turniejów czterech skoczni, nordyckiego, szwajcarskiego czy czeskiego Polacy też od dawna mieli ambicje organizacji własnego, tylko że przez dekady kończyło się na zaledwie lokalnych inicjatywach. Było to jeszcze w czasach, gdy każdy region miał po kilka-kilkanaście nadających się do skakania obiektów, a za skakanie brano się we wsiach tak, jak teraz za kopanie w piłkę.  Continue reading Będziemy mieli turniejek w skokach. A już dawno mógł być turniej

Koszmar architektury dopchał się na salony

Historia Wisły jako gospodarza zawodów Pucharu Świata przypomina bajkę o kopciuszku. Niby miasto o sporych tradycjach w skokach narciarskich (na jego terenie mogło istnieć w przeszłości nawet trzydzieści skoczni!), niby z mocnym klubem i wychowankami obwieszonymi medalami najważniejszych imprez, niby o dużym potencjale turystycznym. W miarę ładne, nie najbiedniejsze, z ambicją zaistnienia w świadomości społecznej jako to, gdzie się dzieje. Mimo to do 2016 roku funkcjonowało jako ubogi krewny Zakopanego. To tam był benefis i wielkie zwycięstwa obywatela Wisły Adama Małysza, to tam od zawsze kibice zatracali się w przyklejonych do Krupówek lokalach, podczas gdy z Wisły – jak szybko do niej przyjechali – wracali do domu, nie zostając nawet na kolację. Rodzinne miasto Małysza dostawała od komisji kalendarzowej ochłap. Jeden konkurs w środku tygodnia, w dodatku po pierwszym – w 2013 roku – nie uwzględniono go w tzw. „drafcie” na kolejną zimę, tłumacząc, że nie wypadło tak, jak oczekiwali tego w FIS. Beskidy przetrzymały krytykę, wpompowały w organizację odpowiednio dużo pieniędzy i zaangażowania, aż wreszcie dostały w nagrodę imprezę, na którą na dłużej niż półtorej godziny zerknie narciarski świat. Wisła to kopciuszek, bo startowała z pozycji głodnego psa zjadającego zrzucane mu ze stołu kąski. Kopciuszek, bo zdaniem wielu bardziej na ten prestiż zasługiwało Zakopane.

Ale w Wiśle – w przeciwieństwie do Zakopanego – skocznia i generalnie sport to oczko w głowie. Dzięki umowie dzierżawy z PZN na obiekt za darmo wchodzą wszyscy zainteresowani treningiem Polacy. Nie ma corocznych cyrków z wynajęciem obiektu od COS, bo upraszczając, związek jest po prostu u siebie. Nie ma problemów z odrywającym się igelitem, nie ma problemu z rozróżnieniem roli skoczni jako atrakcji dla turystów od funkcji areny sportowej. Jest się nią komu opiekować. Po początkowych uwagach od FIS teraz Beskidy zwykle wskazywane są światu jako przykład. Jak gdzieś była amatorka, to za rok już jej nie będzie. Jak nie było przez lata dobrego dojazdu, to w trybie ekspresowym teraz układa się projekt budowy odpowiedniej szerokości chodnika. Inauguracja to nagroda, o której dyrektor PŚ Walter Hofer – jeszcze jak miała miejsce w Klingenthal – mówił, że po Turnieju Czterech Skoczni i finale w Planicy jest najważniejszym momentem sezonu.

***

Jak ważne muszą być w Polsce skoki narciarskie, że minister sportu nalewa z pustego i jeśli trzeba – daje gwarancję dofinansowania instalacji całorocznych torów najazdowych? Ważne. Tak samo jak my powoli stajemy się ważni na świecie. FIS wie, że po Niemczech jesteśmy drugim najważniejszym rynkiem „zbytu” i kompletnie nie dziwi, że Walter Hofer dużo wcześniej przed ostatnim spotkaniem komisji za kulisami rozmów złożył Polsce obietnicę. To już nie są lata, że Zakopane starające się o mistrzostwa świata otrzymuje okrągłe zero głosów. Strach pomyśleć, co byłoby, gdyby wizjoner Apoloniusz Tajner (mówił o możliwej inauguracji PŚ już dwa lata temu, tyle że w Szczyrku) do końca doprowadził pomysł skakania na Stadionie Narodowym.

Nie mogę się jednak powstrzymać. Skoro inaugurację sezonu organizuje się w Wiśle, gdzie tak łatwo przychodzi organizatorom załatwianie dotacji i budowanie chodników, dlaczego po tylu latach od otwarcia architektonicznej makabryły nie uratowano jej choćby budową ukośnej trybuny wzdłuż zeskoku? Głupio będzie znowu Andrzejowi Wąsowiczowi i spółce wieszać wzdłuż płotu nieprzezroczystą szmatę i chronić skocznię przed oczami tych, którzy nie załapali się na jedno z 4 tysięcy miejsc. Czterech tysięcy, czyli nawet mniej niż chodzi na cholernie nudne mecze Śląska Wrocław! A podkreślmy to może raz jeszcze, że rozmawiamy o inauguracji olimpijskiego sezonu PŚ. W takim kraju jak Polska równie nieużyteczny, ciasny i brzydki obiekt nie miał prawa istnieć. Cóż. To, że tak szybko zaszedł tak daleko, każe jeszcze niżej ukłonić się polskiemu lobby.

Skocznię na górce pokazał John Cleese z Ptaszkowej

 

Mimo że wyprawę szumnie nazwaliśmy „bieszczadzką”, w istocie ani na sekundę nie wjechaliśmy w Bieszczady. Zamiast oglądać połoniny, Solinę i wszystkie te klimatyczne bary dla turystów, jeździliśmy od wsi do wsi i zawracaliśmy miejscowym głowę, pytając, czy pamiętają, jak w pobliżu funkcjonowała kiedyś skocznia narciarska. W Przemyślu nie zdążyliśmy wjechać do centrum, w Sanoku zobaczyć wystawy prac Beksińskiego, a w Mielcu – zamiast zwiedzić na przykład odnowiony stadion Stali – w deszczu szlajaliśmy się godzinę po osiedlu Cyganów. Po skoczni nie było śladu. Wyliczyliśmy, że odkąd zaczęliśmy podróżować za skoczniami, zobaczyłem ich już 171, Artur prawie 300, a Mikołaj, Mikołaj miał na pewno o siedem mniej od Artura. Bo on już raz był w niebieszczadach i kilka wizytowanych tym razem miejsc widział.

- To po co znowu tam jechał? Continue reading Skocznię na górce pokazał John Cleese z Ptaszkowej