Widzę Lahti #1 [18.02]: „Cel podróży”

Szkoda, że zazwyczaj, gdy latam samolotem, pogoda na dole musi być kompletnie do dupy. Niby to tylko Bałtyk, ale o ile milej leciałoby się widząc zamiast chmur płynące dokądś kontenerowce i rzucające się w oczy białe promy. Nie uświadczyłem. Lot z Gdańska do Turku trwał nieco ponad godzinę. Wsiadasz, stewardessy coś sprzedają, lądujesz. I już.

Finlandia. Nigdy nie byłem fizycznie, a bardzo często myślami lub z pomocą telewizora. Dla fanatyka narciarstwa klasycznego to przecież jedno z tych państw, na których wspomnienie serce zaczyna bić szybciej. Bo i podbiegunowa Ruka, i Vuokatti, i Kuopio, albo znana z reklamy samochodów Kaipola czy wreszcie Lahti to wszystko nazwy-legendy. Miejsca i wydarzenia z nimi związane również.

- Polacy? – zagaił jeszcze na stacji w Turku Dominik. Ubrany w ciepłą, ale trochę zużytą już puchówkę, ze starą torbą w dłoni zaczął snuć swoją historię. Że w Polsce to za dwa dwieście na łapę nie wyżyje, że tuła się po Europie i oferuje to, co ma najlepszego. Chce iść na studia, myślał o automatyce i robotyce, ale póki co przez pół roku będzie w Hämeenkoski obsługiwał wózek widłowy. Jak wcześniej w Holandii i Wielkiej Brytanii.

Lubi oglądać skoki, pamięta sukcesy Małysza i to, że w Falun ekipa Łukasza Kruczka uratowała sezon medalem w drużynie. Ale on do Finlandii na Puchar Świata się nie wybiera, chociaż tak samo jak my wierzy, że Skandynawią się zachwyci. – Jestem tu, bo chcę żyć godnie – mówi z optymizmem, po czym spuszcza wzrok na buty. A ja się kurwa martwię, że nie było widać Bałtyku…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>