Widzę Londyn #8: Futbol przodem

Przeciętny Brytyjczyk za nic miał sobie w piątek mistrzostwa świata w lekkoatletyce. A nawet jeśli za coś, to siedząc na trybunach stadionu olimpijskiego jednym okiem śledził to, co dzieje się na bieżni, a drugim – to, co na murawie. Pawła Fajdka i Wojciecha Nowickiego nie zna, reprezentant gospodarzy w rzucie młotem zajął dopiero szóste miejsce (albo aż), więc jedynymi sensownymi murawami 11 sierpnia były dla wyspiarzy te do piłki nożnej.

Ruszyła Premier League. Arsenal – Leicester 4:3. Mecz, z którego warto obejrzeć skrót.

Piłkę nożną czuć w Londynie wszędzie. Poza widzianym zewsząd łukiem stadionu Wembley, przez pamiątki z logami stołecznych klubów, reklamy na słupach, ścianach i pojazdach komunikacji publicznej, zasłuchiwane przypadkiem rozmowy podróżujących. I sklepy fanowskie, których jeden znajduje się na samej arenie MŚ, na co dzień służącej drużynie West Ham United. Trybuna koło skoku o tyczce należy zresztą do Bobby’ego Moore’a, a ta za rzutnią do młotu – do Trevora Brookinga. Obaj to wielkie legendy „Młotów”, nie mylić z młotem, którego historię napisali w tym miejscu biało-czerwoni.

Na koniec mistrzostw lekkoatletyka zdecydowanie ustąpiła jednak miejsca piłce i to o niej w największej części pisały brytyjskie gazety. Chociaż rozdawane przy metrze „Evening Standard” i „Metro” zajmują się raczej tematami niskich lotów (jeden z artykułów poświęcono niedawno Polce, która ukradła w sklepie ubrania za 1000 funtów, ale zrezygnowano z kary, bo była ładna), jest tam także godny kawałek miejsca na sport. Jako źródło informacji służy kiepsko, za to jako zabijacz czasu – znakomicie. A w popołudniowym „peaku” sięgają po nie niemal wszyscy. Jak ktoś nie zdąży, bo się spieszy, egzemplarze przekazywane są z rąk do rąk, albo czasami anonimowo – za pośrednictwem wielofunkcyjnej półeczki za fotelami. Statystyki czytelnictwa w Wielkiej Brytanii są zdumiewające. Badania NRS z marca 2017 roku wskazują, że po każdy z trójki „The Sun”, „Daily Mail” i „Metro” sięga średnio po 10 mln ludzi miesięcznie. U nas podobny poziom trzyma tylko „Fakt”, ale jego czytelnictwo to i tak prawie połowa mniej.

W linii centralnej londyńskiego metra między jednymi a drugimi drzwiami mieści się dziesięć miejsc siedzących. Z nudnej dwudniowej statystyki wynikło, że zwykle co najmniej pięć osób z podróżujących na fotelach w godzinach szczytu trzymało w rękach coś do czytania. Zwróciłem uwagę, bo wcześniej taką samą wyliczankę zrobiłem w Warszawie. Tam też za każdym razem bywała połowa z dwunastu osób, ale zamiast gazet liczyłem gapiących się w ekrany telefonów. Dobranoc.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>